Pih nigdy nie owijał nic w bawełnę. Dzięki swoim bezkompromisowym wersom raper zyskał wierne grono słuchaczy i nic nie wskazuje na to, aby komentując polskie realia planował spuścić z tonu. Chociaż dziś Białostocki MC w rodzinach stronach nie bywa już tak często jak kiedyś, doskonale pamięta miasto, w którym się wychował.

W styczniu grałeś na Węglowej. Czy poza koncertami zdarza Ci się wpadać do rodzinnego miasta?
Tak, chociaż chciałbym bywać tu częściej. Kiedy pozwala mi czas, przyjeżdżam odwiedzić rodziców.

Co zadecydowało o przeprowadzce do Warszawy?
Przede wszystkim nie jestem z tych, którzy czekają na mannę z nieba. Często wychodzę naprzeciw trudnościom. Wolę sam zająć się swoimi sprawami, niż oddać los w obce ręce. Gdy się przeprowadzałem, byłem związany z jedną z warszawskich wytwórni. Tu nic odkrywczego nie powiem – musisz być na miejscu i trzymać rękę na pulsie, inaczej nikt o tobie nie będzie pamiętał, wiele rzeczy najprawdopodobniej cię ominie. Tak to wygląda… Był jeszcze drugi, nie mniej ważny powód. Warszawa, to większy i ciekawszy rynek pracy, a mniej więcej w tym okresie poznałem swoją przyszłą żonę, która akurat kończyła studia. Długo się nie zastanawialiśmy.

Masz możliwość spojrzenia na Białystok „z zewnątrz”. Jak oceniasz zmiany, które przechodzi Stolica Podlasia?
Białystok zmienił się nie do poznania… Są takie miejsca, których nocą bym nie rozpoznał, np. okolice ul. Bema, albo skrzyżowanie Sienkiewicza z Piłsudskiego – tutaj niestety bardzo na niekorzyść, te metalowe konstrukcje przy przejściach podziemnych to jakiś koszmar (śmiech). Generalnie jednak miasto się rozwija i korzysta na zmianach, widać to gołym okiem. Bardzo podoba mi się to, że część Lipowej jest wyłączona z ruchu. Teraz Rynek Kościuszki ma duszę, której niestety mu brakowało. Jeżeli pytasz o znajomych, to cześć została na miejscu, większość jednak wyjechała za chlebem. Nieraz, przy okazji koncertów, spotykam kumpli w innych miastach. Szczególnym sentymentem darzę wspomnienia z wyjazdów do Stanów. Czy to w Nowym Jorku, czy w Chicago, zawsze trafiam na kogoś z dawnych, białostockich czasów. Mamy co wspominać… Zresztą tam pamięć o kraju jest bardzo żywa i pielęgnowana, odległość robi swoje.

Porozmawiajmy o muzyce. Wielu ludzi uważa, że pomogłeś wybić się co najmniej kilku białostockim raperom. Zgodzisz się z tym?
Jasne, zgodzę się z tym, ale nie chciałbym za bardzo zagłębiać się w ten temat… Faktem jest, że wielu osobom bezinteresownie pomogłem, często służyłem radą, pomysłami, byłem i jestem do dziś inspiracją dla wielu. Teraz przyznaję, trochę to naiwne, kiedyś byłem jednak zdania, że pomagać warto, a nawet trzeba i tą dewizą starałem się kierować.

Sprawdzasz czasem produkcje z naszej lokalnej sceny?
Tak. W tym roku czekam na kolejny, solowy krążek Lukasyno. Zresztą nie ja jeden!

Jesteś znany z dość twardych poglądów. Jaki masz stosunek do tych wszystkich medialnych afer związanych np. politycznymi skandalami czy ideologią gender?
Sam widzisz co się dzieje… Wszyscy o gender, a Trynkiewicz i kilku mu podobnych na wolności…
I tak na każdym kroku, to co istotne leży odłogiem, a na tapecie tylko nośne hasła. Szkoda nerwów… Odsyłam wszystkich do mojego najnowszego singla „Śmierć i Podatki”. Tam więcej o tym co myślę.

Twoje albumy obecnie wydaje Step Records. Lata w branży zaowocowały ostrożnością przy podpisywaniu kontraktów?
Doświadczenie na pewno nie przeszkadza. Sytuacja dzisiaj wygląda tak, że jestem współwydawcą swoich albumów i tak naprawdę wszystko, co dzieje się wokół moich projektów musi zostać przeze mnie zaakceptowane.

Masz 500 tys. fanów na Facebooku. To dobry wynik. Jak przekłada się na sprzedaż płyt?
Nie narzekam… Na ścianie, w mieszkaniu wiszą już trzy trofea, dwie złote i jedna platynowa płyta. To niezły wynik, chociaż wiadomo – apetyt rośnie w miarę jedzenia i oczekiwania mam większe niż kiedyś, gdy nie odnosiłem takich sukcesów i sprzedawałem mniejsze nakłady.

„Trzy Dowody Rzeczowe” już się ukazały. Co dalej?
Pracuję nad kolejną płytą, którą mam nadzieję wydać do końca roku. Za wcześnie, żeby powiedzieć o niej coś więcej, tak czy inaczej nie spocząłem na laurach, cały czas przesiaduję w studiu i gram koncerty.

Nigdy nie stroniłeś od kontrowersyjnych tekstów. Często też odnosiłeś się do własnych, nie zawsze pozytywnych doświadczeń. Okres pełen zakrętów już za Tobą?
Życie jest życiem, bywa nieprzewidywalne. Z drugiej strony byłbym nieuczciwy wobec siebie i ludzi, którzy słuchają mojej muzyki, gdybym powiedział, że mi się nie układa. Jest OK. I niech tak zostanie.

Z Pihem rozmawiał Karol Rutkowski.
Foto: Adam Federowicz
Opublikowano 24.03.2014 na fakty.bialystok.pl

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *