Wycieczka do Neapolu od dawna była na mojej liście wymarzonych miejsc do odwiedzenia. W końcu udało się nam zorganizować i wyruszyć do Włoch, aby zobaczyć owianą różnymi legendami metropolię u stóp Wezuwiusza. Czy było warto? Tak! Dziennie potrafiliśmy zrobić 25 000 kroków spacerując zabytkowymi uliczkami. Byliśmy na wzgórzach i… 40 metrów pod ziemią! Odwiedziliśmy też Pompeje. Jeśli chcesz wybrać się naszymi śladami, czytaj dalej. Tradycyjnie dzielę się turystycznymi poradami, miejscówkami i lokalnymi historiami z serca włoskiej Kampanii.
Co zobaczyć w Neapolu? Prolog
Na wstępie chcę podziękować kozackiemu przewodnikowi, którym bez wątpienia jest Coppola Waszkiel Grzegorz Łukasz. Poznaliśmy go na jednej z neapolitańskich grup na długo przed wyjazdem.
Był naszą skarbnicą wiedzy w trakcie przygotowań, a wycieczka z nim po zabytkowych uliczkach i mafijnych dzielnicach jest przygodą, której nigdy nie zapomnimy. Kontakt do niego znajdziecie >TUTAJ<.

Nie lubisz czytać? Wolisz oglądać? To dobrze się składa, bo nasza wycieczka do Neapolu jest udokumentowana na moim YouTube. >TUTAJ< możesz obejrzeć cały materiał. Film trwa 15 minut.

Pogoda w Neapolu
Na termin wycieczki do Neapolu wybraliśmy listopad. Wylecieliśmy z Warszawy 11 listopada 2025 roku wieczorem i wróciliśmy 14 listopada w piątek po południu. Długi weekend sprzyjał organizacji wyjazdu.
Było też po sezonie, więc wiedzieliśmy, że będzie spokojnie i pogodnie.
I faktycznie aura nas rozpieszczała. Kilkanaście stopni na plusie i słońce pozwoliło nam pomykać po mieście w bluzach lub samych T-shirtach.
Neapolitański klimat ma to do siebie, że miasto i okolice można zwiedzać przez cały rok. Nawet w najchłodniejszych miesiącach temperatura w mieście nie spada spada poniżej 12℃ w ciągu dnia.
Oczywiście zawsze jest opcja, że trafisz na deszczowe dni. My trafiliśmy w dziesiątkę, bo kiedy po naszym wyjeździe okienko pogodowe się zamknęło, z nieba woda lała się strumieniami.
Ryzyko kapryśnej aury zdarza się jednak wszędzie. Neapol nawet w najbardziej paskudny dzień jest ciekawszy niż polskie wybrzeże.
Jak dotrzeć do Neapolu
Tutaj nie ma żadnych cwanych rozwiązań. Najlepiej wybrać lot samolotem. Możesz lecieć tanimi liniami bezpośrednio z Warszawy. Lot trwa 2,5 godziny. Oczywiście bez przesiadek.
Z lotniska łatwo dotrzesz do centrum autobusem lub taksówką. Nas zgarnął autem nasz przewodnik. Tak samo łatwo wrócisz też z centrum na lotnisko. Najtańszą opcją jest dedykowany autobus, który złapiesz w okolicach dworca kolejowego.
Nocleg w Neapolu
Jeśli chcesz poczuć prawdziwy klimat neapolitańskich uliczek, polecam nocleg w historycznym centrum (Centro Storico) wpisanym na listę UNESCO. To też dobra baza wypadowa na szybki city brake.
My nocowaliśmy w zabytkowej kamienicy przy 72 Via Pietro Colletta (Forcella). Nocleg w takich miejscach daje możliwość lepszego poznania ducha tego miasta.
Do dworca masz blisko (a z dworca możesz dotrzeć np. do Pompei), wszędzie dojdziesz pieszo i unikniesz problemów z jazdą samochodem po neapolitańskich ulicach. A musisz wiedzieć, że to wyzwanie dla miejscowych lub szalonych. W życiu bym nie wynajął w Neapolu samochodu. Chyba że masz w planach przejechanie Amalfi Drive.
Niech nie zmylą Cię wszechobecne w Neapolu auta na polskich tablicach rejestracyjnych. To nie są samochody naszych rodaków!
Neapolitańczycy korzystają ze sprytnej metody i rejestrują samochody nad Wisłą poprzez specjalizujące się w tym firmy. Dzięki temu płacą o wiele niższe ubezpieczenia.
Takie rozwiązanie ma jednak wady. Jakie? O tym opowiadam na moim motoryzacyjnym kanale. Materiał znajdziecie >TUTAJ<.

My jednak nie przewidywaliśmy wycieczek dalej niż do Pompei. Jak zatem poruszać się po neapolitańskich ulicach?
Komunikacja miejska w Neapolu
Zacznijmy od podstaw, czyli od przylotu. Wyjaśnię raz jeszcze, Jak dojechać na lotnisko lub wrócić z lotniska? Pomiędzy Portem Lotniczym Neapol i Napoli Centrale regularnie kursują autobusy. Bilety na przejazd możesz kupić na miejscu.
Jak wspomniałem — zalecamy ostrożność przy wynajmie auta. Nie chodzi o oszustów. Chodzi o dżunglę, którą są neapolitańskie arterie.
Lepiej postawić na transport publiczny.
Po Neapolu możesz podróżować autobusami, tramwajami, kolejkami funikularnymi, windami miejskimi (są takie 4) oraz metrem. W praktyce oznacza to, że po mieście można przemieszczać się na kilka różnych sposobów, w zależności od tego, dokąd akurat zmierzasz.
Bilety możesz kupić w tradycyjnej papierowej formie, ale dostępny jest też system Tap&Go. Nie mam jednak o nim pojęcia, a z racji odległości bilet był nam potrzebny tylko raz.
Możesz kupić bilet pojedynczy, czasowy lub dzienny.
Znajdziesz je:
- w automatach na stacjach metra,
- w automatach przy stacjach kolejki linowej,
- w kioskach oraz w punktach sprzedaży oznaczonych literą T.
Cen nie podaję, gdyż te mogą się zmieniać.
Jeśli planujesz wypady poza samo miasto – na przykład do Pompei – polecam pociągi podmiejskie. My takim pociągiem dojechaliśmy praktycznie pod same Pompeje.
W mieście działa kilka systemów komunikacji, ale jako turysta raczej szybko się w tym odnajdziesz – szczególnie jeśli większość zwiedzania będzie odbywała się na własnych nogach.
Co zobaczyć w Neapolu? – dzień I
Nie lubię oczywistych atrakcji. Dlatego neapolitańską przygodę zaczęliśmy od osiedla dobrze znanego fanom mocnego europejskiego kina.
Neapol — Scampia
Popkultura ma ogromny wpływ na turystykę. I ja też nie jestem nonkomformistycnzym wyjątkiem. O Neapolu słyszałem dużo. Pewnego dnia, gdzieś w 2014 roku zacząłem oglądać Gomorrę — włoski serial nakręcony na podstawie książki autorstwa Roberto Saviano (którą też przeczytałem) o tym samym tytule.
„Żagle” na Scampi odgrywały ważną rolę, jako jedno z miejsc akcji tej produkcji. I nie znalazła się w Gomorrze przez przypadek. To biedna dzielnica, prawdziwe getto, które przed laty było oplecione mackami Camorry.

Wielu mieszkańców dzielnicy straciło życie na skutek mafijnych porachunków.
„Najpopularniejszym” miejscem na Scampi było 7 budynków określanych jako Le Vele. W zamyśle urbanistów żagle miały być wzorem nowoczesności. Już w latach 70. XX wieku osiedle zaczęło podupadać.
Dziś dzielnica walczy o swoje dobre imię. Z 7 budynków w listopadzie 2025 ostały się tylko dwa. Jeden czeka rozbiórka. Jedynie Vela Celeste przejdzie renowację.
Nieco się spóźniliśmy, gdyż podczas naszej wizyty teren pozostałości betonowych kolosów był ogrodzony, a legalny wstęp niemożliwy. Udało się nam podejść w miarę blisko, aby zobaczyć, to co jeszcze po „Żaglach” zostało.
Chociaż dziś Scampia wygląda o wiele spokojniej niż przed laty, to i tak nie polecam wybierania się tam w pojedynkę. Gdyby nie nasz przewodnik, Łukasz pewnie nie zdecydowałbym się przyjechać tutaj na własną rękę.
Myślę, że wraz ze zniknięciem pozostałości Le Vele (w momencie pisania tego tekstu proces trwa), nie będzie żadnych powodów, aby się tam wybrać.
Stacja metra Toledo
Po wizycie na Scampi wsiedliśmy w pierwszą linię metra i wysiedliśmy na stacji Toledo — uznawanej za najpiękniejszą ze wszystkich tego rodzaju obiektów w Neapolu.
Znajduje się ona w samym sercu miasta przy Via Toledo. Bardziej w centrum już wysiąść się nie da.
Za projekt stacji odpowiada kataloński architekt Oscar Tusquets Blanca. Motywem przewodnim, którym kierował się podczas swoich prac jest połączenie światła i wody.
Najbardziej charakterystycznym elementem jest umieszczony w sklepieniu tunel zmieniający kolory. Można go zobaczyć jadąc schodami w górę do wyjścia. Wieńczy go przeszklony sufit.

Stacja leży dość głęboko pod ziemią, więc jest on całkiem długi. Ale to nie jedyna atrakcja tego podziemnego przystanku. Zdobi ją 16 malowideł różnych postaci pochodzących z historii oraz mitologii Neapolu. Pośród nich znajdziemy też patrona miasta — Św. Gennaro.

W ściany Toledo są też wkomponowane wiekowe pozostałości budowli odkrytych podczas budowy obiektu.Warto poświęcić chwilę na podziwianie detali. Wyjście z metra prowadzi prosto na Via Toledo — najbardziej reprezentacyjną ulicę Neapolu.
Spacer Via Toledo
Via Toledo to jedna z najbardziej reprezentacyjnych ulic Neapolu. Szeroka jak na standardy tego miasta, powstała w wyniku przebudowy centrum i szybko stała się jedną z głównych arterii.
Wzdłuż ulicy ciągną się kamienice, pałace i kościoły. Bywa też określana „dzielnicą hiszpańską”, ponieważ dawno temu mieszkali tu głównie hiszpańscy żołnierze i oficerowie wraz ze swoimi rodzinami.
Dziś Via Toledo to przede wszystkim tętniące życiem centrum handlowe i kulturalne miasta. Na parterach budynków znajdziesz sklepy, restauracje, bary i cukiernie, a wyższe piętra zajmują biura, urzędy oraz siedziby banków.
W jednym z butików trafiliśmy nawet na darmowe muzeum Maradony! Nie wiem, czy istnieje nadal, ale jeśli tak, to łatwo do niego trafić. Nie sposób przeoczyć reklam.
Korzystając z okazji i koneksji naszego przewodnika, Łukasza wbiliśmy na szybką szamkę do jednego z lokali (Augustus).

Sama ulica nie jest szczególnie długa – ma około 1200 metrów. Rozciąga się od Piazza Dante aż do Piazza Trieste e Trento, prowadząc przez samo serce miasta. Spacerując Via Toledo czujesz codzienny rytm Neapolu.
Tutaj możesz zobaczyć, jak historia miesza się tu z nowoczesnym miejskim życiem. Szczególnie polecam zabłądzenie w wąskich uliczkach na prawo od wyjścia ze stacji. Klimat jest niesamowity. O czekających tam atrakcjach opowiadam w dalszej części tekstu.
Kolejką na Zamek Sant’Elmo
Spacerując Via Toledo skierowaliśmy się w okolice Teatro Augusteo, gdzie mieści się pierwsza stacja kolejki linowo-terenowej Funicolare Centrale. Linia ma długość 1234 metrów, a otwarto nią w 1928 roku. Wysiedliśmy na Piazza Fuga skąd wyruszyliśmy w kierunku zamku Sant’Elmo.
Castel Sant’Elmo góruje nad Neapolem ze wzgórza Vomero, najwyższego punktu w tej części miasta. Już samo jego położenie robi wrażenie – z murów twierdzy podziwialiśmy jedną z najpiękniejszych panoram Neapolu.
Widać stąd całe historyczne centrum i zatokę. Pogoda była bardzo dobra, więc mogliśmy dostrzec Wezuwiusz na drugim planie. Robi wrażenie!
Historia zamku sięga pierwszej połowy XIV wieku. Powstała ona na miejscu dawnego kościoła św. Erazma. Od jego nazwy wywodzi się dzisiejsze określenie Sant’Elmo.

Na przestrzeni wieków twierdza przechodziła z rąk do rąk kolejnych władców. Była własnością między innymi Austriaków i Burbonów, a przez długi czas funkcjonowała jako więzienie. Dopiero pod koniec lat 60. XX wieku zrezygnowano z tej funkcji, a zamek stopniowo zaczęto przekształcać w przestrzeń muzealną.
Ciekawostką jest sam sposób budowy twierdzy. Część konstrukcji została wykuta bezpośrednio w skale, a później dobudowano kolejne elementy, w tym wieżę obserwacyjną Belforte.
Dzięki temu zamek przez stulecia był jednym z najważniejszych punktów strategicznych w całym Neapolu.
Podczas naszego pobytu zamkowe muzeum nie funkcjonowało, ale to nic. Warto wspiąć się na najwyższe piętra zamku, aby zobaczyć Neapol z tej perspektywy.
Ten widok zostaje na długo.
Mural Maradony w Neapolu
Z Sant’Elmo wybraliśmy się zobaczyć jedno z najświętszych świeckich miejsc w Neapolu — mural Diego Maradony.
Cały Neapol jest pełen obiektów kultu ku czci Argentyńczyka.
Boski Diego jest dla neapolitańczyków kimś więcej niż tylko legendą sportu. Jak na dłoni widać to w dzielnicy Quartieri Spagnoli, gdzie na jednej z kamienic przy Via Emanuele de Deo znajduje się legendarny mural.

Powstał on w latach 90. XX, niedługo po tym, jak Maradona zakończył swoją przygodę z Napoli. Początkowo był dość skromny i przez lata zdążył nawet trochę wyblaknąć, ale z czasem mieszkańcy postanowili przywrócić mu dawny blask.
Dziś cały niewielki plac pod muralem wygląda trochę jak piłkarskie sanktuarium. Wokół wiszą flagi i szaliki, pojawiają się zdjęcia, świeczki.
Trudno się temu dziwić. Gdy Maradona trafił do stolicy Kampanii w 1984 roku, klub SSC Napoli nie należał jeszcze do włoskiej czołówki.
Właśnie z nim w składzie drużyna zdobyła pierwsze w historii mistrzostwo Włoch i zaczęła rywalizować z największymi klubami kraju. Dla miasta z południa, które od zawsze pozostawało w cieniu bogatej północy, było to coś znacznie więcej niż tylko sportowy sukces.
Wycieczka do Quartieri Spagnoli to obowiązkowy punkt zwiedzania Neapolu. Ołtarzyki, plakaty, kapliczki i graffiti poświęcone D1OS znajdziesz chyba w każdym zakamarku miasta.
Mają tutaj nawet drinki i pizze nazywane w menu Maradona!

Zgub się w uliczkach Neapolu
Po wizycie przy Via Emanuele de Deo wyruszyliśmy na spacer zabytkowymi ulicami Centro Storico. Zajrzeliśmy na Piazza Gesù Nuovo, aby zobaczyć kościół Gesù Nuovo lub inaczej Chiesa della Trinità Maggiore.
To jeden z najważniejszych budynków sakralnych w mieście. W środku znajdują się liczne dzieła sztuki i dzieła słynnych malarzy. Skupmy się jednak na elewacji budynku, bo z nią wiąże się ciekawa legenda.

Podobno w czasach renesansu w Kampanii działali mistrzowie obróbki kamienia, którzy potrafili „ładować” skałę pozytywną energią i chronić budynki przed złymi mocami.
Według jednej z historii to właśnie oni mieli pracować przy tej fasadzie, nadając blokom charakterystyczny diamentowy szlif i wykuwając w nich tajemnicze znaki.

Niektórzy twierdzą nawet, że układ tych kamieni nie jest przypadkowy, a całość tworzy zakodowaną wiadomość, której do dziś nikt nie rozszyfrował. Jest też druga teoria – trochę bardziej mroczna.
Według niej kamienie zostały ułożone odwrotnie, przez co zamiast chronić świątynię… zaczęły przyciągać pecha. I podobno dlatego kościół na przestrzeni lat doświadczał różnych nieszczęść. A trzeba przyznać sporo ich było.
Czy to prawda, czy tylko legenda? Trudno ocenić, ale stojąc przed tą fasadą, naprawdę można odnieść wrażenie, że kryje się za nią coś więcej niż tylko zwykła architektura.
Przez cały Neapol niesie się echo legend dawnych czasów. I trudno się temu dziwić, bo szczególnie Stare Miasto jest jednym wielkim muzeum z dodatkiem współczesnych atrakcji.
Przeciskając się wąskimi uliczkami na każdym kroku trafiasz na zabytkowe kościoły, kaplice, knajpki i cukiernie (nawet taką, gdzie był Bill Clinton), stoiska z pamiątkami Maradony i… twórców rękodzieła czy słynnych szopek bożonarodzeniowych.

Spacerując Via San Gregorio Armeno możesz dosłownie przez ramię oglądać pracę rzemieślników, którzy od pokoleń tworzą figurki do szopek. Często są to rodzinne pracownie, gdzie tajniki zawodu przekazywane są z ojca na syna.
W witrynach zobaczysz nie tylko klasyczne postacie – Maryję, Józefa czy Trzech Króli – ale też całe sceny z życia miasta. W dodatku elementy tych małych dzieł są ruchome!
Nasza listopadowa wizyta zbiegła się z okresem przedświątecznym, więc warsztaty były otwarte do późnego wieczora, a stragany wypełnione prawdziwymi perełkami!
Podczas naszej szwendaczki trafiliśmy również na trafiliśmy na jedną z bardziej charakterystycznych (i zdecydowanie najbardziej „dotykanych”) atrakcji w centrum Neapolu. Mowa o Busto di Pulcinella – niewielkim pomniku, który momentalnie przyciąga uwagę tłumu turystów.

To dzieło artysty Lello Esposito i jednocześnie jeden z najczęściej fotografowanych punktów w tej części miasta. Jest jednak jeden szczegół, który wyróżnia go na tle innych pomników.
Nos Pulcinelli jest wyraźnie wytarty – i to nie bez powodu. Według lokalnej tradycji jego potarcie przynosi szczęście. Jak się pewnie domyślasz, chętnych nie brakuje i niemal każdy zatrzymuje się tu na szybki „rytuał”.
Sama postać Pulcinelli to zresztą jeden z najstarszych symboli Neapolu. Wywodzi się z włoskiej commedia dell’arte i przedstawia dość specyficznego bohatera – trochę gbura, trochę spryciarza, który w krzywym zwierciadle pokazuje charakter mieszkańców miasta.
I coś w tym jest, bo Neapol właśnie taki trochę jest – chaotyczny, głośny, momentami nieokrzesany, ale jednocześnie niesamowicie autentyczny. Dlatego ten niepozorny pomnik to coś więcej niż tylko ciekawostka. To mały symbol miasta, który warto zobaczyć… i dla świętego spokoju – potrzeć za nos.
Banksy w Neapolu!
Kiedy przemierzasz neapolitańskie Centro Storico zewsząd otacza Cię sztuka. Mniej zorientowani w atrakcjach tego miasta mogą nawet nie zdawać sobie sprawy, że mijają street art najwyższych lotów.
Kim jest Bansky, chyba tłumaczyć nie trzeba. Tajemniczy artysta jedno ze swoich dzieł namalował pośród ruchliwych uliczek starego miasta.
Słynną „Madonnę z pistoletem” znajdziecie na ścianie przy Piazza Girolamini. Malowidło pochodzi z 2016 roku.

Z racji tego, że jest wystawione na zmienne warunki atmosferyczne, zostało zabezpieczone przed destrukcją dużą, przeszkoloną gablotą. Przekaz pracy Banksy’ego nawiązuje do przeplatania się środowisk religijnych i mafijnych.
Co to dużo mówić — niewiele jest miejsc na świecie, gdzie za friko obejrzysz dzieło tego kreatywnego grafficiarza, który w jakiś tylko sobie znany sposób robi swoje wrzutki w najbardziej przypałowych miejscach. Neapol jest właśnie jednym z takich miejsc.
Neapol wieczorem
Co robić w Neapolu wieczorem?
My poszliśmy sobie na kolejny spacer uliczkami starego miasta. Usiedliśmy sobie w jednym z mikroskopijnych barów, zamówiliśmy Spritza i podziwialiśmy bicie serca miasta u stóp Wezuwiusza.
Wpatrywaliśmy się w płynący ulicami potok ludzi i skuterów popijając sobie Aperol (ja wybrałem niebieski w wersji Maradona).
A wszystko w cenie niższej niż w naszym rodzinnym Białymstoku.

Odnośnie nocnego życia Neapolu mam pewną anegdotę. Sprizt pobudził apetyt, a godziny mijały. Wracaliśmy do siebie dość późno i otwarta była tylko jedna pizzeria.
Mieli w menu pozycję o nazwie Maradona. Zapytałem w żartach kelnera, czy danie jest z koksem (Maradona uwielbiał kolumbijskie specyfiki).
Ten odpowiedział, że koks to jest do nosa, a nie do pizzy. I po chwili wrócił z zapisanym na kartce numerem telefonu, imieniem i informacją, że cena za gram to 100 euro. Akurat nasz budżet takich atrakcji nie przewidział, więc kolejnego dnia już do tego lokalu nie powróciliśmy…
Czy czuliśmy się bezpiecznie? Tak. Tylko raz weszliśmy w niewłaściwą uliczkę, gdzie chłopaki na schodkach dzielili materiał, ale nawet nie zwrócili na nas uwagi.
Co zobaczyć w Neapolu? – dzień II
Wiele atrakcji stolicy Kampanii jest na pierwszy rzut oka niewidocznych. Wynika to z tego, że miasto skrywa je pod powierzchnią.
Podziemia Neapolu
Wizyta na najwyższym punkcie miasta była już odhaczona. Zatem kolejnego dnia postanowiliśmy zejść do podziemi. I to z polską przewodniczką, Ewą Krystyną Górecką (tel/WhatsApp: +48 501 625 532. Łapcie także e-mail: e-gorecka@wp.pl).
Spotkaliśmy się z nią przy kawiarni Gran Caffè Gambrinus (będzie o niej później) wraz z innymi rodakami. Kiedy cała grupa się zebrała, ruszyliśmy ku wejściu do podziemnego miasta…
Szacuje się, że pod historycznym centrum rozciąga się nawet kilkaset kilometrów podziemnych korytarzy, które momentami schodzą na głębokość około 40 metrów.
Wejść jest wiele, dlatego w zależności od przewodnika, którego znajdziecie, możecie rozpocząć swoją wędrówkę w zupełnie innej części Napoli.
Samo zejście po schodach w dół to fajne przeżycie. A kiedy już znajdziemy się głęboko pod powierzchnią… robi się naprawdę ciekawie.

Historia tego miejsca sięga jeszcze czasów starożytnych. Pierwsze tunele zaczęli drążyć Grecy już w IV wieku p.n.e., a później swoją cegiełkę dołożyli Rzymianie. Z biegiem lat powstała tu cała sieć akweduktów, cystern na wodę, korytarzy, a nawet podziemnych przestrzeni przypominających ulice czy sale użytkowe.
Co ciekawe, przez długi czas to „miasto pod miastem” było intensywnie wykorzystywane i tętniło życiem niemal tak samo jak Neapol na powierzchni.
Z czasem jednak podziemia zaczęto stopniowo porzucać, aż do momentu, gdy przypomniano sobie o nich w dość dramatycznych okolicznościach. W trakcie II wojny światowej służyły mieszkańcom jako schrony przeciwlotnicze podczas bombardowań.
Dziś pozostałości podziemnego miasta pełnią już zupełnie inną funkcję i są jedną z bardziej niezwykłych atrakcji.

Jeśli masz chwilę, zdecydowanie warto tam zajrzeć. To trochę jak podróż w czasie. Warto wybrać się z polską przewodniczką, gdyż historia podziemnego miasta i legend z nim związanych jest dość bujna. Pani Ewa świetnie ją przedstawiła.
Obecnie tylko część dawnych podziemi jest dostępna. Z czego to wynika? Tego dowiecie się już podczas zwiedzania…
Wychodzisz z podziemi. I co dalej?
Po kilku godzinach 40 metrów pod ziemią wróciliśmy do zwiedzania w blasku śródziemnomorskiego słońca.
Galleria Umberto I — czuć Mediolan
Tuż obok Teatru San Carlo trafiliśmy na miejsce, które totalnie kontrastuje z chaotycznymi uliczkami Neapolu. Galleria Umberto I to elegancki pasaż handlowy z końca XIX wieku, wybudowany w ramach wielkiej przebudowy miasta, znanej jako risanamento. Już od pierwszego kroku w środku czuć, że miało być „na bogato” – i zdecydowanie się udało.
Gmach został zaprojektowany przez Emanuele Rocco, Antonio Curri i Ernesto di Mauro. Ma kształt krzyża i przykryta jest ogromną kopułą ze szkła i metalu, która robi wrażenie.
Światło wpadające przez przeszklony dach, zdobienia, kolumny, rzeźby i mozaiki sprawiają, że można tu na chwilę zapomnieć, że to wciąż centrum miasta, a nie jakaś pałacowa sala.

Nie bez powodu to miejsce często porównuje się do Galerii Wiktora Emanuela II w Mediolanie – i faktycznie, było nią inspirowane. Dziś to nie tylko atrakcja turystyczna, ale też miejsce spotkań mieszkańców.
W środku znajdziesz sklepy, kawiarnie i restauracje (nawet MacDonald’s), a po niedawnej renowacji całość prezentuje się naprawdę świetnie.
Jeśli będziesz w okolicy, zdecydowanie warto zajrzeć – choćby na chwilę, żeby zobaczyć tę przestrzeń i złapać oddech od ulicznego zgiełku.

To taki must have pod pamiątkową fotkę na Instagram. Warto tam zajrzeć, ale kwadrans zupełnie wystarczy, aby zobaczyć wszystko, co jest tam istotne. Wstęp za free.
Pałac Królewski w Neapolu
Kierując się w kierunku nabrzeża, zajrzeliśmy też do Pałacu Królewskiego. Nie planowaliśmy jednak pełnego zwiedzania – ograniczyliśmy się do części dostępnej bez biletu. I szczerze mówiąc, nawet taka szybka wizyta daje już przedsmak tego, z jak rozmachem powstała ta rezydencja.

Wystarczy wejść na dziedziniec i rozejrzeć się dookoła, żeby poczuć klimat Neapolu z czasów monarchii. Monumentalna architektura, symetria i detale robią swoje, nawet jeśli nie zaglądasz do środka.
To jedno z tych miejsc, gdzie warto zajrzeć „po drodze”, bez większego planowania – ot, żeby na chwilę zwolnić i zobaczyć kawałek historii miasta.

Potem chillowaliśmy z miejscową młodzieżą na nabrzeżu podziwiając Wezuwiusz, łaziliśmy trochę nadmorskimi uliczkami i wróciliśmy na Plac Plebiscytu, aby posilić się smakołykami w najstarszej kawiarni Neapolu – Gran Caffè Gambrinus.
Gran Caffè Gambrinus — kultowa kawiarnia
To miejsce działa od XIX wieku i przez lata przewijała się tu cała śmietanka towarzyska – artyści, politycy, pisarze. Mówi się, że bywali tu między innymi Oscar Wilde czy Hemingway. Wchodząc do środka czujesz inną epokę.
Marmury, złocenia, eleganckie wnętrza, uniformy kelnerów – wszystko wygląda jak z innej epoki. Wizyta tam to doświadczenie z kategorii: Wsiadam do DeLoreana doktora Emmetta Browna i ląduje na Placu Plebiscytu gdzieś około roku 1860!
My wpadliśmy tam po prostu na coś słodkiego i kawę. Bez wielkich oczekiwań, bardziej z ciekawości. I to był strzał w dziesiątkę.
Desery sztos, kawa jak to we Włoszech – wiadomo, a do tego ta atmosfera miejsca robi robotę. Może i było trochę drożej niż w zwykłym barze, ale tutaj płacisz też za historię i klimat.
Zdecydowaliśmy sie zasiąść do stolika i delektować się chwilą. W Gambrinusie, chyba jak w każdym neapolitańskim lokalu, konsumpcja wewnątrz (a nie na wynos) wiąże się z wyższym rachunkiem, ale w końcu raz się żyje.

Jeśli będziesz w okolicy, zdecydowanie warto zajrzeć – nawet na szybkie espresso i coś słodkiego na wynos lub na stojąco przy ladzie. Bo są takie miejsca, które nie są tylko kawiarnią. Są żywą historią. I Gambrinus zdecydowanie do nich należy.
Zwiedzanie Hiszpańskiej Dzielnicy — kontynuacja
Neapol najlepiej chłonie się gubiąc pośród siatki wąskich uliczek Starego Miasta. Dzielnica Hiszpańska jest jego istotną częścią. Pierwszego dnia zaledwie jej dotknęliśmy. Kolejnego postanowiliśmy zapuścić się nieco głębiej.
Quartieri Spagnoli została założona w XVI wieku i rozciąga się pomiędzy Via Toledo na dole oraz Corso Vittorio Emanuele na górze.
Administracyjnie nie istnieje. Można powiedzieć, że funkcjonuje jako swego rodzaju obszar.
Wejście do zakamarków Quartieri Spagnoli to trochę jak wskoczenie w zupełnie inny świat. Tu wszystko dzieje się naraz i na bardzo małej przestrzeni.

Wąskie uliczki, pranie wiszące nad głową, skutery przeciskające się dosłownie kilka centymetrów od ciebie i mieszkańcy siedzący przed wejściem do swoich bassi, czyli mieszkań na poziomie ulicy. Przechodzisz obok i widzisz całe życie – bez zasłon, bez filtrów, bez udawania.
Na każdym kroku trafiasz na małe kapliczki, zdjęcia bliskich, świętych… i oczywiście Maradonę, który w Neapolu ma status boga.
Do tego dochodzą małe warsztaty, sklepiki, skutery czy samochody w stanie „jakoś to jeździ” i dźwięki, które tworzą totalny chaos – klaksony, rozmowy, nawoływania sprzedawców i gdzieś w tle muzyka lecąca z otwartych okien.
I jeszcze zapachy. Spaliny mieszają się z płynem do prania i jedzeniem. Czasem czujesz sos pomidorowy, czasem coś smażonego, czasem wszystko naraz. To miejsce angażuje każdy zmysł i nie da się przejść przez nie obojętnie.

To też dobry moment na małą refleksję. Wiele osób mówi, że chce zobaczyć „prawdziwe Włochy”, ale kiedy trafiają do takich dzielnic jak ta… okazuje się, że to nie do końca to, czego się spodziewali. Bo tu nie jest pocztówkowo ani instagramowo.
Tu po prostu jest życie – głośne, chaotyczne i bardzo autentyczne. Jak na dłoni masz podany miks historii, ludzi i codzienności, której nie da się podrobić.
Gdzieś w tych uliczkach (przy Via Portacarrese a Montecalvario, jednej z arterii odchodzących od Via Toledo) trafiliśmy na uliczną galerię street artowych prac.
Cały Neapol jest wypełniony street artem. Kumulacja dzieł na Quartieri Spagnoli czyni z nich osobną atrakcję.

Cały drugi dzień spędziliśmy na szwędaczce będącej uzupełnieniem przygód z pierwszego dnia i sprawdzeniem miejsc, które polecił nam Łukasz. W Neapolu właściwie wszystko jest ciekawe. Każdy kościół, nawet taki „zwykły” jest atrakcją, każda uliczka kryje inną historię.
Co zobaczyć w Neapolu — dzień III
Być w Kampanii i nie wybrać się do Pompei, to jak być w Rzymie i papieża nie widzieć.
Jedziemy odkrywać Pompeje
Jednym z punktów obowiązkowych podczas pobytu w Neapolu są Pompeje. My potraktowaliśmy je jako jednodniowy wypad i to była bardzo dobra decyzja.
Właściwie żadna inna nie ma sensu. Najłatwiej dojechać na miejsce kolejką Circumvesuviana.
Wsiedliśmy w pociąg startujący z Napoli Porta Nolana albo Garibaldi (ta druga bywa konkretnie zatłoczona), a po około 30 minutach wysiedliśmy na stacji Pompei Scavi. Stamtąd to już dosłownie chwila spaceru do wejścia przy Porta Marina.
Same Pompeje robią ogromne wrażenie. To nie jest „kolejna ruina”, tylko całe miasto zatrzymane w czasie po wybuchu Wezuwiusza w 79 roku.

Niby uczyliśmy się o pogrzebanym przez erupcję mieście w szkołach. Niby są jakieś filmy o tej katastrofie. Ale to wszystko nic. Dopiero na miejscu, pośród zieleni i pozostałości zabudowań zrozumiałem, czym były Pompeje.
Mnie osobiście zachwyciły, gdyż uzmysławiają poziom rozwoju ówczesnej cywilizacji rzymskiej. Kiedy plemiona słowiańskie prawdopodobnie nie miały komina w szałasach, pompejańczycy mieszkali w murowanych willach z freskami na ścianach.

Spacer brukowanymi ulicami, mijane domy, świątynie, łaźnie czy amfiteatr… miasto naprawdę sprawia wrażenie, jakby ktoś wyszedł stąd dosłownie chwilę temu.
W wielu miejscach zachowały się wspomniane freski, mozaiki, a nawet układ pomieszczeń, który pozwala sobie wyobrazić codzienne życie mieszkańców sprzed prawie 2000 lat.
Warto się na to miejsce przygotować, bo teren jest ogromny i bardzo łatwo się zgubić w tym labiryncie uliczek. Dobrze mieć mapę i po prostu dać sobie czas na spokojne chodzenie bez spiny, że trzeba zobaczyć wszystko.
My trochę kluczyliśmy bez planu i to chyba najlepsza opcja – co chwilę trafiasz na coś ciekawego. Jedno jest pewne – to nie jest szybkie zwiedzanie „na godzinkę”.
Kilka godzin mija tu błyskawicznie, zwłaszcza jeśli trafisz na dobrą pogodę. Tylko pamiętaj o wodzie, wygodnych butach i nakryciu głowy.
Wadą zwiedzania na własną rękę jest brak polskiego audio przewodnika. My zwiedzaliśmy ruiny z papierową mapą.
Można ją dostać przy kasie za darmo. Niby jest jeszcze jakaś aplikacja, ale u nas nie zdała egzaminu (w momencie pisania tekstu nie pamiętam, co było z nią nie tak).

Jeśli tak jak my wybierasz się do Neapolu poza sezonem, sprawdź w Internecie w jakich godzinach możesz odwiedzić Pompeje.
Dostępność obiektu różni się w zależności od pory roku. Zabrakło nam też czasu, aby dostać się na szczyt Wezuwiusza, gdyż kiedy skończyliśmy zwiedzanie, wszystkie opcje wjazdu na wulkan były niedostępne.
Co zobaczyć w Neapolu — dzień IV
Wszystko co dobre, kiedyś się kończy. Nasz city break też dobiegał końca. Mieliśmy lot powrotny do Warszawy o 16:40, więc nie zostało nam zbyt wiele czasu.
Bagaż zostawiliśmy w jednej z przechowalni i uderzyliśmy na kawkę w barze, gdzie właściciel miał na nadgarstku tatuaż D10S, a potem dalej w miasto. Jak zauważyliście, zbyt wiele tradycyjnych muzeów nie odwiedziliśmy. A jakiś obraz Caravaggio wypadało zobaczyć.
Trochę sztuki w pigułce — Gallerie d’Italia
Podczas spacerów po Via Toledo upodobałem sobie Gallerie d’Italia i dodałem do checklisty miejsc wartych odwiedzenia w Neapolu. Było warto tam zajrzeć.
Gallerie d’Italia jest nowoczesną przestrzenią muzealną, mieszcząca się w eleganckim budynku, gdzie sztuka spotyka się z historią miasta.
W środku znajdziesz przede wszystkim dzieła związane z południowymi Włochami – od malarstwa barokowego po fotografię i sztukę współczesną.

To miejsce jest częścią większego projektu banku Intesa Sanpaolo, który w kilku włoskich miastach stworzył galerie dostępne dla zwiedzających. Neapolitańska odsłona skupia się mocno na lokalnej tożsamości, więc oprócz klasycznej sztuki trafisz tu też na wystawy pokazujące życie i klimat regionu.

My wpadliśmy tam trochę z ciekawości na sam koniec. Uważam, że to była dobra decyzja, aby dotknąć sztuki wysokiej przed powrotem.
A co do samego Neapolu? Chyba tu kiedyś wrócimy. Naprawdę warto!

Przeczytaj też: Museo del Motorismo Siciliano – pomnik Targa Florio