Szukasz pomysłu na tanie wakacje zagranicą? Chcesz spróbować czegoś innego, niż wylegiwanie się w południowych kurortach all inclusive? Poznaj w końcu sąsiadów zza Odry! Wycieczka do Niemiec to dobry pomysł na letni wypad. Atrakcje turystyczne największej gospodarki Europy nie sprowadzają się tylko do knajp z piwem, imprez techno i komisów samochodowych. 

Kraj nad Łabą wielu Polakom wciąż kojarzy się z eldorado używanych Passerati oraz autostradami tranzytowymi, prowadzącymi do dalszych zakamarków Europy. Polska – Holandia, Polska – Belgia; konfiguracje tras, które przebiegają przez Niemcy można mnożyć. Tym razem jednak nie o tym.

Czy wpisując w wyszukiwarkę hasła: „gdzie na wakacje” lub „wakacje z dzieckiem” kiedykolwiek wyświetliły Ci się w wynikach propozycje wyjazdu do Niemiec? To mało popularny turystycznie kierunek, kojarzony głównie z wypadami zarobkowymi. Na własnej skórze przekonałem się, że Niemcy wcale nie muszą być tylko pit-stopem na mapie wakacyjnych szlaków. Mają wiele atutów, aby aspirować do bycia celem podróży.

Frankfurt nam Menem – lotnisko, które wchłonie Cię jak Bangkok
Wiedziałem tylko, o której mam lot i autobus z lotniska do Hielbronn. Więcej mnie nie interesowało. Moja Agnieszka była na miejscu już od przeszło dwóch tygodni, więc zdążyła się zaaklimatyzować i przekonać, że zachodnie Niemcy są zajebistym miejscem – pod każdym względem. Leciałem więc „na gotowe”.

Optymistycznie nastrojony upewniłem się co do godziny wylotu i jeszcze raz sprawdziłem, czy mam bilet na FlixBusa z Frankfurtu nad Menem do Heilbroon. Mogłem wybrać przejazd Deutsche Bahn, ale niemiecki odpowiednik Polskiego Busa był korzystniejszy cenowo.

Na tamtą chwilę moje informacje o Niemczech były dość powierzchowne. Wiedziałem doskonale z czego słyną Niemcy; znałem też większość niesmacznych kawałów, wywołujących psychopatyczny chichot lub konsternację. Taka już moja natura.

Po dwóch godzinach powietrznego rejsu znalazłem się na miejscu. Loty Polska – Niemcy obfitują w wiele ciekawych połączeń. Chociaż moim celem były okolice Stuttgartu, celowo na miejsce lądowania wybrałem Frankfurt. Lotnisko Ren-Men to największy port lotniczy w Niemczech, który obsługuje wiele różnych linii. Innymi słowy – najtaniej było wylądować właśnie tam i dotrzeć do Heilbronn autobusem.

Od opuszczenia samolotu do odjazdu miałem ponad godzinę. Musiałem tylko dostać się kolejką z terminalu 1 do terminalu 2. Nie było to jednak takie proste. Lotnisko we Frankfurcie jest ogromne i nawet rdzeni Niemcy twierdzą, że trudno się tam odnaleźć. Krążyłem po nim dobrą godzinę, aż z nerwów zacząłem się pocić.

– Zachciało się kurza stopa wycieczki do Niemiec. – ta myśl zapętlała się w mojej głowie jak klip Popka na YouTube.

Dzięki miłej obsłudze, która chętnie komunikuje się z pasażerami w języku angielskim, w końcu wydostałem się z tego molochu. Muszę przyznać, że jest tam czysto i estetycznie. Mimo medialnej pandemii, podczas mojego marszobiegu po Ren-Men tylko raz widziałem karabin maszynowy, oczywiście u policjanta.

Podejrzewam, że niejeden podróżny zaginął w czeluściach portu i wegetuje tam niczym bohater filmu „Terminal” z Tomem Hanksem w roli głównej.

Kierunek Heilbroon
Ostatni raz na widok autobusu cieszyłem się w ogólniaku, kiedy po półgodzinnym staniu na siarczystym mrozie na horyzoncie pojawił się PKS. Tym razem pogoda dopisywała. W końcu był długi czerwcowy weekend, a ja właśnie wylądowałem w południowo-zachodnich Niemczech i udało mi się dotrzeć do przystanku. Pozostało tylko dojechać do Heilbroon. Jeździłem Żak Expressem, jeździłem PlusBusem i Polskim Busem. Niestety, wydaję mi się, że pod względem miejsca na nogi FlixBus zostawia w tyle nadwiślańskich kolegów po fachu. Trudno wypowiedzieć mi się o jakości połączenia Wi-Fi. Przez całą podróż nie udało mi się połączyć z Internetem. Zwątpiłem po którejś z rzędu próbie i zająłem się podziwianiem widoków. Opłaciło się.

Dzięki zapuszczaniu żurawia przez szybę odkryłem jedną z największych atrakcji czerwcowego weekendu w Niemczech – Muzeum Techniki. Jeden z dwóch oddziałów instytucji znajduje się przy samej autostradzie, na wysokości miasta Sinsheim, więc nie sposób było nie zauważyć górującego nad kompleksem Concorde i Tu-144. O Muzeum Techniki opowiem jednak później.

W końcu dotarłem do Heilbroon. Spacerowym tempem udałem się do jednej z położonych przy dworcu knajpek.
Kiszki powoli zaczynały grać marsza. Włoska restauracja się zaraz zamykała. Nie wybrzydzałem zatem i zamówiłem tortille z colą w lokalu sympatycznego Turka. Skubany nie poskąpił mięcha. Ledwo ją upchnąłem, a wspominam o tym tylko dlatego, że ta przyjemność kosztowała mnie zaledwie 6 Euro. To takie małe wtrącenie odnośnie cen za Odrą. Chcecie wiedzieć, co było dalej?

Fiona przyjechała czeskim rydwanem po swego Shreka i spędzili razem romantyczny, czerwcowy weekend w Niemczech. Aktywnie i szczęśliwie. W tym miejscu zmienię temat. 😉

Opowiem o tym z czego słyną Niemcy i dlaczego Badenia-Wirtembergia tak bardzo mnie zachwyca. Na dobry początek zamieszczam krótki klip z wyprawy. Jeśli ten obraz wystarczająco Cię zachęci, rzuć okiem na kolejne akapity i zamieszczoną pod tekstem galerię zdjęć.

Co zobaczyć w Niemczech południowo-zachodnich?
Podobno będąc w Niemczech warto odwiedzić Berlin. Do tego sprowadzała się niegdyś moja wiedza na temat wycieczek do Niemiec. Z racji mojej weekendowej destynacji nawet się do niego nie zbliżyłem. Nie miałem zresztą takiego zamiaru. Możliwości w sumie tez nie. Nic więc nie opowiem o stolicy.

Opowiem Ci za to z czego słyną Niemcy mieszkający w landzie Badenia-Wirtembergia, którego stolicą jest Stuttgart. Ten kraj związkowy (czyli potocznie „land”) graniczy z Francją i Szwajcarią. Wewnątrz terytorium Reichu sąsiaduje z Nadrenią-Palatynatem, Hesją i Bawarią. Nie bez powodu wspominam tu o geografii, gdyż tamtejsze krajobrazy i architektura sprawiają, że czułem się prawie jak we Francji. W sumie nie byłem nigdy we Francji, ale tak ją sobie wyobrażam.

Spokojne miasteczka, oddalone od siebie o kilkanaście kilometrów, zdają się nie zważać na czas. XVII-wieczna architektura harmonijnie miesza się w nich z konstrukcjami współczesnych architektów. Rzekłbym, że okolice Stuttgartu są niczym Porsche 911 – tradycyjne, ale przy tym pełne innowacyjnych rozwiązań. Swoją drogą Porsche można tam spotkać na każdym kroku.

Skupmy się jednak na mieszkańcach tego regionu. Ludzie są mili i gościnni. Czuć w nich pozytywne nastawienie do życia. W zacisznym pubie, na ulicy, w sklepie. Wszędzie spotykaliśmy z serdecznością – nawet, gdy dowiadywali się, że jesteśmy z Polski. Wizyta w tamtych stronach, chociaż w moim przypadku dość krótka, pomogła mi zrozumieć niemieckie społeczeństwo. Oni chyba wierzą w drugiego człowieka; nieważne, skąd przybywa.

Moja żona, pracująca okresowo w tamtejszym oddziale międzynarodowej firmy, również spotykała się z pozytywnym nastawieniem ze strony swoich niemieckich kolegów i koleżanek. Jej współpracownicy dbali, aby po godzinach pracy i w weekendy nie tęskniła za mocno.

Z ciekawostek dodam tylko, że opinie na temat niemieckiej płci pięknej to mity. Oczywiście niewiele z nich dorównuje Polkom, niemniej jednak na ulicy jest za czym się obejrzeć – i nie mówię tu o mijających nas na każdym rogu cudeńkach zachodniej motoryzacji. W pewnym momencie klasyki i sportowe wózki stają się elementem krajobrazu. Ładne kobiety również.

Planujesz weekend w Niemczech lub przynajmniej szybki wypad do Niemiec? Zapraszam Cię do sprawdzenia naszych relacji z odwiedzonych przez nas wiosek, miasteczek i miast. 🙂

Abstatt – tutaj czas nie ma znaczenia

Pierwszym miejscem, do którego warto zajrzeć będąc w okolicach Stuttgartu jest Abstatt. Nie przeczytacie o nim zbyt wiele w sieci, gdyż to niewielka, senna wieś. Ma w sobie jednak niepowtarzalny urok. Jeśli planujesz urlop z dziećmi i stawiasz na niczym niezmącony wypoczynek, to zastanów się nad noclegiem w Abstatt.

Miejscowość leży jakieś 10 km na południe od Heilbronn. W dodatku obok przebiega autostrada A81. Szybko dotrzesz nią do Stuttgartu. Legendarny niemiecki porządek, piękna architektura i sielski klimat czynią z tej wsi idealne miejsce na kilka noclegów.

Chociaż nie jest to miasto, znajdziesz w nim kilka restauracji, bar, klimatyczny pub i dyskonty. Szczególnie polecam degustację wina wytwarzanego z lokalnych winogron. Krzewy tych roślin stanowią stały element pagórkowatego krajobrazu regionu.

Senne uliczki popołudniami zmieniają się w miejsce spotkań i spacerów okolicznych mieszkańców. Wielu z nich dojeżdża do pracy do Heilbronn lub Stuttgartu, więc po powrocie do domu relaksują się w okolicznym parku czy jednym z lokali. Moją uwagę przykuła również architektura. Szczególnie w centrum doskonale widoczne jest niemieckie wyczucie estetyki, gdyż zabytkowy gmach ratusza doskonale komponuje się z wzniesionym tuż obok nowoczesnym budynkiem, i kościołem protestanckim po drugiej stronie ulicy. Park został z kolei stworzony z myślą o wypoczynku z dziećmi. Plac zabaw wyposażono w instalacje wodne. Poza nim na terenie obiektu znajduje się amfiteatr, boisko, artystyczne rzeźby kotów i restauracja.

W Abstatt funkcjonuje duży i nowoczesny zakład Bosch. Zaledwie kilka kilometrów dalej, na jednym ze wzgórz góruje zamek z XII wieku. Dziś w jego murach mieści się szkoła uprawy winorośli. Obiekt nie jest otwartym muzeum, ale można przyjrzeć mu się z bliska, a nawet wejść na dziedziniec. W weekendy zmienia się w miejsce spotkań. W porze obiadowej ciężko znaleźć na terenie tego zabytkowego kompleksu miejsce do parkowania czy stolik.

Zamek ma tylko jedną wadę. Trzeba się trochę pokręcić po uliczkach i zagadać kilku miejscowych, aby odnaleźć drogę na szczyt wzgórza. Uwierzcie mi – warto.

Heilbronn – symbioza wieków

Miasto nad rzeką Neckar jest dość spore. Mieszka w nim ok. 120 000 ludzi, co sprawia, że nie ma tam miejsca na nude. Może się też pochwalić bogatą historią – a co za tym idzie – warto odwiedzić je chociażby na chwile, aby nacieszyć się widokami. Co zwiedzić w Heilbronn? Warto zacząć od starówki. Wokół niej skupionych jest wiele interesujących obiektów. Na liście zabytków do zobaczenia w Heilbornn musi znaleźć się kościół Św. Kiliana (St. Kilian). Wieża gmachu mierzy 64 metry, więc na pewno ją dostrzeżesz. Podążając dalej sakralnym szlakiem zajrzyj do kościoła Św. Mikołaja (Nikolaikirche). W mieście jest również synagoga. Niestety nie udało nam się do niej zawitać.

Przejdźmy teraz do obiektów świeckich. Ratusz (Rathaus) w Heilbronn to również świadectwo dawnej potęgi miasta. Zdobią go dwa zegary – tradycyjny oraz słoneczny. Przed okazałym budynkiem znajdziemy też miły akcent z nad Wisły (właściwie z nad Odry) – polską flagę i informację o partnerstwie ze Słubicami.

Będąc w ścisłym centrum warto rzucić okiem na barokowy zamek Deutschhof. Zabrakło nam czasu na dokładną eksploracje, więc nie wypowiem się na temat jego wnętrza. Podobnie sprawa ma się z Käthchenhaus. Ten pochodzący z zamierzchłego XIV wieku budynek tak dobrze wkomponowuje się w krajobraz miasta, że można go łatwo przeoczyć.

Niech lista zabytków w Heilbronn Cię nie zwiedzie. W mieście nie brakuje nowoczesnych rozwiązań, doskonale komponujących się z architektonicznymi świadectwami minionych wieków. Wszystko zdaje się być idealnie harmonijne.

Zachęcam również do sprawdzenia gastronomicznej oferty Heilbronn. Działa tam wiele fajnych lokali od tureckich kebabów po włoskie restauracje. Jak już wspomniałem, największa tortillę w życiu skosztowałem właśnie nieopodal dworca kolejowego. Było pysznie. 🙂

Schwäbisch Hall – miasteczko jak z bajki

Na liście miejsc, które trzeba zobaczyć w Niemczech, miasto Schwäbisch Hall ma status „must have”. Z pozoru niewielka mieścina nad rzeką Kocher przypomina idealną scenografie filmów historycznych. Szachulcowe domy wyrastające na brzegu rzeki, ratusz z 1735 roku i niezwykła zabudowa starówki sprawiają, że przechadzając się po pochyłym rynku Schwäbisch Hall mamy wrażenie, że wylądowaliśmy w zupełnie innej epoce.

Miasto zawdzięcza swoją dawną potęgę bogatym złożom soli. Dzięki nim rozwinęło się do tego stopnia, że zyskało w przeszłości prawo do bicia srebrnej monety – Hallerza. Minioną wielkość tej cichej miejscowości możemy odczuć na każdym kroku. Na jednej z cichych uliczek znajduje się nawet pomnik upamiętniający tamten okres dziejów.

Warto tu przyjechać chociażby po to, aby pospacerować tymi uliczkami, popodziwiać skarby architektury i posilić się dobrym posiłkiem w jednej z restauracji zlokalizowanych w samym sercu Schwäbisch Hall.

Öhringen – kraniec Cesarstwa Rzymskiego

Pominięcie Öhringenn w zestawieniu miejsc, które trzeba zobaczyć w Niemczech, byłoby niezwykle krzywdzące. To miasto o sięgających czasów Cesarstwa Rzymskiego początkach może, podobnie jak Schwäbisch Hall, pochwalić się pięknym, zabytkowym rynkiem. Jego środek zdobi fontanna z posągiem landgrafa Albrechta. Nieopodal znajduje się późnogotycki kościół parafialny pw. Św. Piotra i Pawła. Z zewnątrz wygląda dość skromnie. Jego wnętrze kryje jednak wiele skarbów architektury, o których można by napisać doktorat. Nawet jeśli, nie lubisz historii, zajrzyj tam, aby poczuć ten niezwykły klimat.

Stuttgart – Mekka fanów motoryzacji

Kiedy wpiszesz „Stuttgart” w TripAdvisor, prawdopodobnie na pierwszych dwóch miejscach wyników wyszukiwania zobaczysz Muzeum Porsche oraz Muzeum Mercedes-Benz. Zwiedziliśmy obydwa. Pominięcie ich na mapie podróży byłoby ciężkim grzechem!

W pierwszej kolejności udaliśmy się do Muzeum Porsche przy Porsche-Platz. Obiekt jest stosunkowo młody; został oddany do użytku w 2009 roku. Dość łatwo to zauważyć, chociażby po samej bryle budynku. Ostre kształty w połączeniu z designerskim minimalizmem sprawiają, że obok tego gmachu nie da się przejść nie zastanawiając się nad tym, co kryje się w środku. Na kilkuset metrach kwadratowych zwiedzający mogą podziwiać chyba wszystkie modele kiedykolwiek wyprodukowane przez Porsche.

Bilet do Muzeum Porsche kosztuje 10 Euro. Cena nie jest zbyt wygórowana biorąc pod uwagę ofertę miejsca. Szkoda jedynie, że audioguide nie występuje w polskiej wersji językowej. Obiekt jest otwarty dla zwiedzających od wtorku do niedzieli. Zawsze od 9:00 do 18:00.

Nawet motoryzacyjni laicy powinni odwiedzić muzeum przy Porsche-Platz. W końcu każdy egzemplarz Porsche to swego rodzaju dzieło sztuki.

Szczerze przyznam, że Muzeum Porsche nie wypada w moich oczach tak majestatycznie jak Muzeum Mercedes-Benz.

To niesamowite uczucie, gdy jedziesz sobie Mercedesstrasse i w pewnej chwili po lewej stronie wyrasta Mercedes-Benz Arena. Własna ulica, własny stadion. Aż strach myśleć, co będzie na końcu ulicy. I słusznie, bo u jej kresu znajduje się cel naszej wyprawy. Stajesz naprzeciw tego ogromnego budynku i czujesz respekt. Wiesz, że to siedziba króla. Wchodzisz do środka i zaczynasz rozumieć, że Muzeum Porsche, chociaż bardzo fajne, było jedynie przystawką przed obiadem.

Miejsce kultowe dla fanów aut spod znaku gwiazdy liczy 9 pięter, zajmujących łącznie 16 500 m2 powierzchni! W środku znajduje się 160 pojazdów i ponad 1500 innych eksponatów. Do tego dostajesz wyczerpującą lekcję historii Benza. Niestety, tylko w języku obcym, bo i tutaj audioguide nie występuje w polskiej wersji.

Kolekcja wzbudza respekt. Znajdziesz w niej wszystko od pierwszych modeli przez papamobile po nieziemsko drogiego Maybacha. Na każdym z dziewięciu pięter zlokalizowano również galerie prezentujące rysy historyczne, nawiązujące do konkretnych okresów.

Dostrzegliśmy też wątek agresji na Polskę, który mocno nas zaskoczył. Niemcy wyraźnie dają do zrozumienia, że to oni 1 września 1939 roku rozpętali II wojnę światową. W dobie wybielania historii jest to dość miły akcent, który sprawia, że czuję większy szacunek do tej marki.

Cena biletu do Muzeum Mercedes-Benz wynosi 10 Euro. Obiekt można zwiedzać od wtorku do niedzieli w godzinach 9:00 – 18:00.

Jeśli ktoś mnie pyta, co warto zobaczyć w Stuttgarcie, zawsze polecam te dwa muzea. Przemysł motoryzacyjny stanowi nieodłączną częścią tego miasta i jego historii, dlatego określenie „Mekka fanów motoryzacji” pasuje do niego idealnie.

Muzeum Techniki w Spirze – spełniaj dziecięce marzenia

Marzyłeś lub marzyłaś kiedyś o tym, aby poczuć się jak bohaterowie legendarnego filmu „Kingsajz”? Mi się zdarzyło, z tą różnicą, że miejscem karsnoludkowej eksploracji w moich wyobrażeniach nie była „Szuflandia”, ale pokój pełen zabawek. Zupełnie zapomniałem o tym wspomnieniu z dzieciństwa. Przypomniała mi o nim po latach wizyta w Muzeum Techniki w Spirze. Ta placówka to unikat w skali Europy; pod względem eksponatów nawet i w skali całego globu.

Niestety, czas pozwolił nam tylko na wizytę w oddziale muzeum w Spirze. Siostrzaną placówkę w Sinsheim, którą widziałem jadąc do Heilbronn, musieliśmy odpuścić.

TECHNIK MUSEUM SPEYER” zaczęło zaskakiwać nas od przysłowiowego progu, gdy tylko zaparkowaliśmy auto na parkingu przed wejściem. Okazało się, że nie jesteśmy tam sami, gdyż tuż obok odbywał się właśnie zlot japońskich aut. Widziałem w życiu trochę tuningowanych „piczomagnesów” ale zastane na miejscu perełki wprawiały w osłupienie. Spędziliśmy dobre kilkadziesiąt minut krzątając się pomiędzy samochodami. Później udaliśmy się do wejścia, kupiliśmy bilety (ceny biletów do Muzeum Techniki w Spirze znajdziesz TUTAJ) i… No właśnie! Długo by wymieniać listę eksponatów dostępnych w pierwszej hali.

„Liller Halle ” to zabytkowe pomieszczenie fabryczne z 1913 roku. Samych pojazdów jest w nim kilkadziesiąt. Motocykle, stare samochody, ciężarówki, wozy strażackie, przekrój silnika w ciągniku John Deere… Dostępne dla zwiedzających eksponaty mogę wyliczać bez końca. Najbardziej utkwił mi w pamięci Messerschmitt, fragment Muru Berlińskiego, ogromny wóz strażacki i mały U-boot. To jednak dopiero początek.

Po wyjściu na zewnątrz czekał nas spacer po liczącym 150 000 m/2 placu pełnym wehikułów z bogatą przeszłością. Legendarne myśliwce różnej produkcji (od maszyn z Układu Warszawskiego po takie perełki jak USAF Eagle F-15), samoloty transportowe, samoloty strażackie, pojazdy użytkowe. Praktycznie każdy z eksponatów można obejrzeć z bliska.

Największe wrażenie wywiera jednak zamontowany wysoko ponad kompleksem Boeing 747 „Jumbo Jet” Lufthansy. Samolot został rozmontowany, przewieziony do Spiry i złożony. Oczywiście każdy chętny może wejść do środka. Dla wielu zwiedzających, w tym dla nas, była to jedyna okazja do spaceru po skrzydle takiego kolosa oraz odwiedzin w pierwszej klasie. Po wyjściu z Boeinga i mali, i duzi nie muszą schodzić po schodach. Zamontowano pod nim zjeżdżalnię. Polecamy. Sami testowaliśmy. 😀

Później przenieśliśmy się na plac obok, gdzie również nie brakowało ciekawych zabawek. W sumie sam nie wiem, co było większa atrakcją. Największy seryjny turbośmigłowy samolot świata Antonow 22 czy łódź podwodna U9 o długości 46 metrów? Każdy z eksponatów można oczywiście zwiedzić.
Pomiędzy tymi kolosami znajduje się również statek ratunkowy. Zaparkowany gdzieś obok Sherman ARV/TRV na tle tych gigantów wydaje się być Fiatem 126P pośród ciężarówek z Rajdu Dakar.

Trzecia hala to soczysta wisienka na torcie, gdyż jest mocno związana z podbojem kosmosu. Najcenniejszym eksponatem jest wahadłowiec kosmiczny BURAN. Niemcy sprowadzili go z kosmodromu Bajkonur w 2008 roku. Sam transport tego giganta był niezwykle medialnym wydarzeniem. W Muzeum Techniki w Spirze znajduje się model do testów aerodynamicznych, który ma na swoim koncie 25 lotów w atmosferze. To chyba jedyne miejsce, gdzie zwykły śmiertelnik ma okazję zobaczyć prawdziwy statek kosmiczny z tak bliskiej odległości.

Tuż obok znajduje się makieta lądownika Apollo. W rozstawionych wszędzie gablotach zobaczysz prawdziwe eksponaty i elementy wyposażenia astronautów. W budynku znajduje się też wystawa wyścigówek, sportowych ciągników siodłowych i cała kolekcja motocykli. Nie ma szans, aby się tam nudzić.

Na seans w Kinie IMAX DOME zabrakło niestety czasu. Może przy kolejnej wizycie dane nam będzie sprawdzić jego wyjątkowy repertuar.

O czym pamiętać jadąc do Niemiec
Jeśli poszukujesz pomysłu na tanie wakacje zagranicą lub wyjazd z dzieckiem, rozważ południowo-zachodnie Niemcy. Dzięki członkostwu w Unii Europejskiej, praktycznie każdy z nas może dziś wybrać się na urlop do Niemiec bez zbędnych formalności. Połączeń lotniczych i autobusowych z naszym zachodnim sąsiadem mamy pod dostatkiem. Wyprawa samochodem też nie jest w dzisiejszych czasach wyzwaniem. Wystarczy, że uda Ci się pokonać polskie ekspresówki i „autostrady”.

Pamiętaj, że w dawnym RFN (nie wiem, jak bywa w NRD) ludzie są niezwykle mili i otwarci; nawet do Polaków. Pokaż im swoją dobrą stronę, a odwdzięczą Ci się po stokroć. Daruj sobie również kąśliwe uwagi w naszym rodzimym języku. Nigdy nie wiesz, czy wypowiadany pod adresem kasjera w sklepie nieuprzejmy komentarz, nie zostanie przez niego bardzo dobrze zrozumiany. Wielu Polaków pracuje w tych regionach, ciesząc się uznaniem pracodawców.

Mam nadzieję, że mój tekst pomoże Ci w zorganizowaniu wycieczki do Niemiec na własną rękę. Warto spojrzeć na ten kraj turystycznie. Kto wie? Może poza niezapomnianymi wspomnieniami wrócisz do domu Volkswagenem w świetnym stanie? Dobrze jest łączyć przyjemne z pożytecznym. 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *