Boże Narodzenie to wbrew powszechnym życzeniom spokoju bardzo aktywny okres. Hyundai Kona, udostępniony mi na świąteczne testy przez Hyundai Nord Auto Białystok sprawił jednak, że zarówno ostatnia prosta przed pierwszą gwiazdką, jak i dwa dni wizyt rodzinnych minęły komfortowo i dynamicznie. Takie moto-sanie powinien mieć każdy Mikołaj!

Słowem wstępu

Kona to zupełnie nowy model w palecie Hyundaia. Kompaktowy SUV jest swego rodzaju orężem, które ma pozwolić Koreańczykom zawalczyć w grupie crossoverów segmentu B, opanowanego przez reprezentantów europejskich koncernów oraz Japończyków. Jak prezentują się szanse świeżaka na tle konkurencji? To pokaże nadchodzący rok. Wiem jednak jedno: wystarczy popatrzeć na przód miejskiej terenówki Hyundaia, aby zrozumieć, że lekko brzmiąca nazwa nowego modelu to element gry pozorów. Kona to predator w miejskiej dżungli i właśnie rozpoczyna polowanie.

Hyundai Kona

Zupełnie nowy gracz

Hyundai Kona trafił na rynek w ostatnim kwartale 2017 roku i z miejsca wzbudził zainteresowanie zarówno branży, jak i tych, którzy poszukują ciekawego samochodu na co dzień. Obecnie model jest dostępny w wersjach Premiere Comfort oraz Premiere Style. W tym roku klienci będą mogli składać zamówienia na trzecią, najbogatszą wersję wyposażenia.

Traf chciał, że użyczony mi egzemplarz demo to niedostępna jeszcze dla detalicznych klientów (przynajmniej w momencie grudniowego testu) wersja Premium – a co za tym idzie – już teraz znam cały pakiet udogodnień, z których będą mogli korzystać przyszli użytkownicy koreańskiego pogromcy miejskich przeszkód.

Katalog ze specyfikacją Kony jest treściwy i konkretny. Poza jasną listą wyposażenia czy mniej lub bardziej potrzebnych dodatków, Koreańczycy oferują dwa silniki benzynowe – 1.0 T-GDI o mocy 120 KM z 6-biegową przekładnią manualną oraz 1.6 T-GDI o mocy 177 KM, 7-biegowym dwusprzęgłowym automatem i napędem 4WD. Mniejsza jednostka dysponuje jedynie przednim napędem.

W tym roku pod maski mają trafić również diesle. Co do opcji 4WD, napęd jest dołączany automatycznie. Z myślą o nieco trudniejszych wyzwaniach, mogących stanąć przed Koną, konstruktorzy przewidzieli opcję włączenia stałego rozdziału momentu obrotowego 50:50 przy prędkości nieprzekraczającej 40 km/h. Wystarczy wcisnąć przycisk obok lewarka.

Face to face z drapieżnikiem

Żadne testy nie weryfikują możliwości auta lepiej niż zadania dnia codziennego. Odbierając auto z parkingu oficjalnego dilera – firmy Nord Auto Białystok – cieszyłem się, że przydzielony mi tuż przed wigilijnym weekendem egzemplarz testowy zostanie poddany naturalnej próbie. Okres przedświąteczny był wręcz idealny do sprawdzenia tego, jak Kona radzi sobie w miejskim chaosie, w warunkach atmosferycznych rodem z pierwszej części Łowcy Androidów.

Nie było wiele czasu na zapoznanie. Muszę jednak przyznać, że krocząc w kierunku nowego Hyundaia czułem pozytywny dreszczyk emocji za sprawą agresywnego przodu, łączącego duży grill o trapezowatym kształcie z wąskimi reflektorami projekcyjnymi. Z pozoru kontrastujące ze sobą elementy tworzą swego rodzaju grymas. Grymas, który widziany we wstecznym lusterku auta jadącego przed Koną, wyraźnie daje do zrozumienia: „Zwijaj się na prawy pas. Właśnie cię wyprzedzam”. Design SUV’a można uznać za nowoczesny, ale umiarkowany i niekontrowersyjny. Nie sposób odmówić mu jednak oryginalności.

Hyundai postawił na projektowanie aut użytkowych o różnych charakterach, dlatego każdy model z palety wygląda inaczej i nie sposób pomylić go z jakimkolwiek innym. Tak więc Kona, chociaż niektórymi wymiarami ciut zbliżony do i30, jest o wiele bardziej wyrazisty i charakterny. Nie sposób też pomylić go z większym Tucsonem. Powagi bryle nadwozia dodają plastikowe osłony progów, nadkoli i fragmentów tylnych drzwi (najbardziej narażonych na parkingowe kontuzje przy otwieraniu).

Hyundai Kona

Agresywne kształty, wspomniane osłony i 17-centymetrowy prześwit, przy wsparciu alufelg o rozmiarach od 16 do 18 cali, tworzą zgrabną kompozycję. Do wyboru mamy 9 kolorów nadwozia, a w opcjach dodatkowych także odcień dachu i lusterek. Hyundai Kona z zewnątrz na pewno nie jest nudny i w segmencie crossoverów segmentu B, uchodzących za uniwersalne auta na co dzień, wyróżnia się drapieżnym stylem.

Użyczona mi demówka w metaliczno-perłowym kolorze Pulse Red, na 18-calowych obręczach idealnie wpasowywała się w atmosferę Bożego Narodzenia. Z nieba zamiast płatków śniegu lały się strugi deszczu, a termometry pokazywały 7 stopni na plusie, toteż czerwień Kony czyniła wigilijny weekend chociaż trochę klimatycznym.

Hyundai Kona

Kona – auto na co dzień

Wnętrze Kony zdobiły dodatki z opcjonalnego pakietu wykończenia Red. Czerwone pasy bezpieczeństwa, obwódki wokół zegarów, materiałowo-skórzana tapicerka, perforowana kierownica (też skórzana) oraz kilka innych smaczków dodawały uroku kokpitowi auta.

Pozycja za kierownicą pozwala na wygodną podróż bez względu na wzrost kierowcy. Elektrycznie regulowane fotele o minimalistycznym designu da się ustawić zgodnie z widzimisię nawet najbardziej wymagających szoferów. Pasażerom przestrzeni też nie brakuje. Na niezbyt długich dystansach na pewno nikt nie będzie narzekał na komfort tylnej kanapy, nawet gdy zasiądą na niej trzy osoby. W układzie kierowca + trzech towarzyszy można wygodnie lecieć na wakacje, o ile każdy zabierze rozsądny ekwipunek.

Bagażnik o pojemności 361 litrów i pomysłowym schowku pod podłogą jest wystarczający do życia w miejskiej dżungli, przewożenia zakupów czy nawet niewielkich mebli. Ma też wyeksponowane haczyki na linki mocujące, skutecznie unieruchamiające bardziej kłopotliwe ładunki.

Hyundai Kona

Prawie jak myśliwiec

Wszyscy konstruktorzy, bez wyjątku, pracujący dla motoryzacyjnych gigantów przykładają ogromną wagę do systemów bezpieczeństwa. Miło jest mieć 5 gwiazdek w NCAP, ale dobrze przy okazji postawić na profilaktykę. W Konie o to, aby jeździło się nam bezpieczniej dba pakiet SmartSense. W jego skład wchodzi: asystent ostrzegania o możliwej kolizji z przodu (FCA) z funkcją wykrywania pieszych, system inteligentnych świateł drogowych LED, system ostrzegania o ruchu poprzecznym (RCTA), asystent wykrywania pojazdów w “martwym polu” przy zmianie pasa ruchu (BSD) oraz system monitorujący poziom koncentracji kierowcy (DAA).

Do tego Kona, chyba jako jedyne auto z gamy Hyundaia, posiada wysuwany wyświetlacz przezierny Head-up. Niesamowity bajer. Na pewno wywoła euforię u fanów sił powietrznych. Na pokładzie małego SUV’a znalazł się panel ładujący telefon (technologia Qi), kamera cofania oraz czujniki parkowania. Może i kierowcy starszego pokolenia nie będą zachwyceni ilością udogodnień, jednak po świątecznych doświadczeniach muszę przyznać, że wiele z tych systemów naprawdę się przydaje.

Hyundai Kona - nagłośnienie KRELL

Na pokład „mojego” predatora trafiły podgrzewane i wentylowane fotele, podgrzewane koło kierownicy, system nagłośnienia KRELL oraz 8-calowy ekran dotykowy. Jak to teraz mówi młodzież, gdy coś wzbudza jej zachwyt – sztos!

Zapinamy pasy

W końcu przerzuciłem swój podręczny ekwipunek z może skromnej i leciwej, ale wciąż kochanej Astry do pachnącego nowością Hyundaia. Rozsiadłem się wygodnie i rozejrzałem po kokpicie. Kona raczej stroni od ekstrawagancji. Wnętrze zostało zaprojektowane z myślą o prozie dnia codziennego. W wykończeniu przeważa solidny plastik. Niektórym może to przeszkadzać. Ja widzę w tym same pozytywy. Miną zapewne długie lata zanim na tworzywie pojawią się jakiekolwiek ślady eksploatacji. Większość elementów da się wyczyścić na błysk chusteczkami z dyskontu.

Hyundai Kona

Pomiędzy analogowymi zegarami znalazł się wyświetlacz LCD o przekątnej 4,2 cala. W centralnej części kokpitu designerzy umieścili 8-calowy ekran dotykowy zintegrowany z nawigacją 3D i funkcjami łączności. Przy pierwszym kontakcie sprawiał wrażenie wmontowanego w deskę rozdzielczą. Można mu to wybaczyć, gdyż to multimedialne centrum Kony obsługuje się intuicyjnie. Wyświetlacz nie rozprasza również podczas jazdy, a to istotny atut.

Cześć, poznamy się?

Po sparowaniu telefonu, odpaleniu playlisty, dobraniu ustawień fotela i lusterek zapiąłem pasy, musnąłem przycisk „Start” i czekałem na rozwój wydarzeń. Turbodoładowany benzyniak odpowiedział miłym pomrukiem. Znajomość z każdym autem zaczynam od sprawdzenia trybu „Sport”. Chociaż Kona oferuję jeszcze „Eco” oraz „Comfort”, to właśnie „Sport” budził moje największe zaciekawienie. Czekając na zielone światło, nieopatrznie wcisnąłem przycisk z napisem „HUD”. Wówczas z deski rozdzielczej, tuż za zegarami, wysunął się wyświetlacz przezierny.

Kilka aut już testowałem – żadne nie miało HUD’a zamontowanego w tak wyjątkowy sposób. Nie pozostało mi zatem nic innego, jak chwycić mocno kierownicę i na wczesnym żółtym wcisnąć pedał gazu do końca. 177 KM wyrwało auto do przodu, zmieniając przełożenie dopiero przy górnych wartościach obrotomierza. Polubiłem Konę jeszcze oglądając ją na parkingu, ale jego przyśpieszenie sprawiło, że po pierwszej przejażdżce nawiązał się między nami zalążek męskiej przyjaźni.

Skąpane w mroku, chłodzie i śniegowo-deszczowej brei miasto nie jest dobrym miejscem do agresywnej jazdy. Zwłaszcza 2 dni przed Świętami. Przełączyłem więc „Sport” na „Comfort” i ruszyłem śladem wyznaczonych celów. Nikt i nic nie mogło mi przeszkodzić. Jak w tych dniach każdy, miałem przed sobą całą listę zadań do wykonania. Hyundai Kona skutecznie pomógł mi zrealizować przedświąteczne misje bezpiecznie. Atuty Koreańczyka okazały się niezwykle cenne.

Skierowana w dół linia maski i duża szyba przednia gwarantuje kierowcy dobrą widoczność. Na zatłoczonych ulicach pomaga asystent wykrywania pojazdów w “martwym polu” przy zmianie pasa ruchu (BSD). Nawet gdy przegapiłem znak, systemy Hyundaia go odczytywały i przypominały mi o obowiązujących ograniczeniach. Pierwsza przejażdżka była jednak tylko spacerkiem przed świątecznymi wyprawami.

Hyundai Kona

Zaczynamy Święta

Wigilijny weekend tradycyjnie rozpocząłem poślizgiem – zaspałem. Miałem więc sporo do nadrobienia. Wyprawy do galerii handlowej dzień przed Wigilią nie należą do najbardziej trafionych pomysłów, ale pewnych braków w prezentach nie dało się przeskoczyć. Po odebraniu kolegi z miejsca zbiórki i rajdzie przez miasto w końcu trafiliśmy na zapchany po brzegi parking podziemny. Tutaj Kona miał pole do popisu. Jak w żadnej innej sytuacji niezastąpiona staje się kamera cofania oraz czujniki.

Parkujący przodem docenią system ostrzegania o ruchu poprzecznym (RCTA). Jego atuty stają się szczególnie cenne, gdy musimy wycofać z ciasnego miejsca parkingowego, pozbawionego jakiejkolwiek widoczności. Podczas świątecznych zakupów znalazłem genialne zastosowanie dla ukrytych pod wykładziną bagażnika skrytek. Można w nich ukryć chociażby prezenty-niespodzianki, nie wzbudzając cienia podejrzeń u współpasażerów.

Sobotni wypad na zakupy mogłem zatem zaliczyć do udanych. Nie tylko za sprawą szybkich zakupów, ale też zwinnego pokonania miasta wszerz i wzdłuż, pomimo przedświątecznego zamieszania.

Miejski sprint Hyundaiem można porównać do spaceru z Jackie Chanem przez Chinatown. Toczysz się zwinnie, przeciskając się po ciasnych zakrętach, mieszcząc na ciasnych miejscach parkingowych i nie zważając na progi zwalniające. Wystarczy jednak chwila, aby kompaktowy SUV pokazał swoją zwinność i moc drzemiącą pod maską, dając przy tym masę frajdy właścicielowi.

Hyundai Kona

Najtrudniejsze wyzwanie było dopiero przed nami – Wigilia i pierwszy dzień Bożego Narodzenia. Bagażnik bez trudu pomieścił prezenty. Pasażerowie zabrani po drodze na pierwszą z kolacji byli wniebowzięci. Po pierwszym dzieleniu opłatka i solidnej porcji karpia nadszedł czas na zmianę lokalu. Jedną wieczerzę wigilijną dzielił od drugiej dystans ponad 30 km. Podróż była dobrą okazją do wyprowadzenia Kony z miasta na trasę. W końcu koreański crossover mógł rozwinąć skrzydła na drodze ekspresowej.

W trasie Hyundai prowadzi się pewnie. 7-stopniowa dwusprzęgłowa skrzynia automatyczna i tempomat mają zbawienną rolę podczas dalszych wypadów. System nagłośnienia KRELL dobrze radził sobie z kolędami. Kona natomiast zaskakująco dobrze radzi sobie z prawami fizyki. Opływowa linia nadwozia sprawiała, że nawet silne podmuchy wiatru nie wpływały na sterowność SUV’a. Projekcyjne reflektory swoją mlecznobiałą wiązką rozświetlały egipskie ciemności grudniowego wieczoru.

Podczas kilku dni spędzonych z Hyundaiem nie miałem niestety okazji na przetestowanie właściwości terenowych auta. Jedyna sposobność ku temu nadarzyła się na krótkim, szutrowym odcinku. Na porytej wybojami, słabo utwardzonej drodze Kona radził sobie lepiej niż przyzwoicie, skutecznie tłumiąc większość nierówności.

Po wigilijnym rajdzie, 25 grudnia był dla Hyundaia o wiele mniej wymagający. Kolejne zadanie, z którym przyszło się mu zmierzyć, czekało ostatniego dnia Bożego Narodzenia.

Hyundai Kona – mały SUV dla kobiety

26 grudnia swoją aurą bardziej przypominał pierwszy dzień wiosny niż drugi dzień Świąt Bożego Narodzenia. Najedzony do bólu postanowiłem wykorzystać kilka ostatnich chwil z Koną w sposób pożyteczny i nauczyć moją małżonkę jazdy automatem. Luba ma, chociaż nie jednym autem po europejskich drogach jeździła, z automatyczną skrzynią do czynienia jednak nie miała. Przynajmniej do owego dnia.

Zasadę jazdy automatem opanowała w mig. Miło zaskoczeniem było to, iż po pierwszej samodzielnej jeździe arteriami Węglówki nawet nie myślała, aby ustąpić mi miejsca kierowcy. Chociaż moja Agnieszka porusza się zazwyczaj Hondą Jazz, w sporo większej Konie odnalazła się w kilka minut. Nie zdziwię się, jeśli nowość Hyundaia podbije serca płci pięknej swoimi atutami.

Hyundai Kona

Święta, święta i po świętach

W końcu nadszedł koniec testu – Kona wrócił do domu. Chociaż nowy SUV z Korei to auto dla zwykłych śmiertelników, a nie koszmarnie drogi „supercar”, ciężko było mi się z nim rozstać. Ten lekko zadziorny Koreańczyk potrafi nawiązać więź z kierowcą i aspirować do miana towarzysza zarówno wypadów po zakupy do sklepu, jak i dalszych eskapad. Niekoniecznie tylko po równych i prostych drogach. Osobiście trzymam kciuki za ten model, bo ma w sobie to „coś”, co czyni go na tle podobnych aut z tej klasy bardziej intrygującym.

Europejscy potentaci motoryzacyjni i ich japońscy czy amerykańsko-włoscy konkurenci powinni mieć się na baczności. Kona to kolejny dowód na to, że azjatyckie kociątko urosło i ma całkiem pokaźne kły. Hyundai walczy o rynek i do tego ma w ręku solidny oręż.

A poniżej krótki klip z naszych wojaży. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *