Renegade nie ma łatwo. Reprezentanci starej szkoły uważają go za bękarta zrodzonego z mezaliansu Jeepa i Fiata. Z kolei młode pokolenie ma do wyboru cały wachlarz miejskich terenówek, pośród których Amerykanin z włoskim sercem pod maską jest jedynie jedną z wielu propozycji wartych rozważenia. Stwierdziłem zatem, że sam się mu lepiej przyjrzę.


„Wiem, że świat nie spodziewa się po mnie zbyt wiele”. Ten legendarny cytat z kultowej polskiej komedii chyba najlepiej oddawał atmosferę, która towarzyszyła pojawieniu się na rynku „Renegata”.

Po tym jak Fiat stał się właścicielem marki Jeep, motoryzacyjny świat wstrzymał oddech. Chyba każdy zastanawiał się, jaki los spotka amerykańską legendę bezdroży. Koncern z Turynu nie miał zbyt wielkich doświadczeń w tego typu segmencie. Fiat Panda 4×4 to auto może i zwinne, ale to nadal Panda. Z kolei Freemont, będący europejskim odpowiednikiem Doge’a Journey, to propozycja, której w segmencie SUV raczej nikt nie traktuje na poważnie.

Jeep Renagade wydaje się być najbardziej charakterystycznym symbolem fuzji motoryzacyjnych gigantów. Najmniejszy model Jeepa dzieli płytę podłogową z Fiatem 500X. W sumie nie tylko płytę podłogową. Obydwa auta są składane w tej samej włoskiej fabryce.

Jak dorosnę, zostanę terenówką

Bryła nadwozia Renegade’a nie zachwyca opływowymi kształtami. I bardzo dobrze, bo Jeep nigdy nie należał do aut specjalnie futurystycznych pod względem stylistyki. Eksperyment z Cherokee udowadnia, że lepiej będzie, jeśli dalej tak pozostanie.

Najmniejszy z wnuczków weterana Willysa przypomina raczej dokładnie ociosany klocek. Oglądając auto miałem nieodparte wrażenie, że nad projektem siedział ten sam człowiek, który stworzył KIA Soul – skądinąd bardzo wytrzymałe i ciekawe auto. Przód „Renegata” wyraźnie nawiązuje do legendarnego Wranglera. Dwie okrągłe lampy i charakterystyczny grill między nimi budzą pozytywne skojarzenia. Podobnie sprawy się mają w przypadku nadkoli o trapezowym kształcie. Surowa kompozycja sprawia, że Jeep Renegade jawi się w moich oczach dość klasycznie. Można go za taki wygląd nienawidzić lub kochać. To kwestia indywidualna. Osobiście uważam jednak ten design za ciekawy. Od razu wiadomo z kim mamy do czynienia.

Z tyłu fajerwerk nie ma, nie licząc naprawdę oryginalnego kształtu lamp. W klosz wkomponowano dobrze znany z kanistrów paliwa symbol „X”. Niby mały szczegół, a dodaje uroku. Jak dla mnie to stylistyczny majstersztyk.

Czołem panie sierżancie!

Jeep Renegade LIMITED, którym miałem okazję jeździć, to jedna z najlepiej wyposażonych wersji. Jego niewątpliwy atut stanowi napęd 4×4, który nie jest dostępny w uboższych pakietach wyposażenia SPORT i LONGITUDE. Na pokładzie testowanego egzemplarza znalazły się m.in.: adaptacyjne światła tylne, automatyczna klimatyzacja dwustrefowa, system unikania kolizji, asystent pasa ruchu, system multimedialny Uconnect z ekranem dotykowym 6,5 cala oraz czujnik parkowania z tyłu. To tak z grubsza, jeśli chodzi o gadżety. Dokładny opis poszczególnych wersji możesz sprawdzić i porównać na oficjalnej stronie Jeepa.

Wchodzić na pokład!

Chociaż Jeep Renegade to jeden z najmniejszych SUV’ów na rynku, to za jego sterami bez problemu zmieszczą się nawet nieco wyżsi i bardziej masywni kierowcy. Miejsca na przednich fotelach nie zabraknie. Mówiąc konkretnie – jest prawie jak w prawdziwej terenówce. Podróżujący z tyłu też nie mają na co narzekać. Przy trzech rosłych pasażerach będzie nieco ciasno, ale dwóch może się rozsiąść na tylnej kanapie jak królewska para w karocy.

Problemy zaczynają się dopiero przy bagażniku. Przy rozłożonej kanapie jego pojemność to 353 litry. Na wypad po zakupy do Biedronki wystarczy, ale przy dłuższej wyprawie z rodziną może być już trochę ciężko spakować bagaże.

Oczywiście rząd siedzeń da się złożyć, ale ta opcja wchodzi w grę tylko, gdy podróżujemy we dwoje. Miło zaskoczyła mnie podwójna podłoga bagażnika. Pod jej pokrywą można zmieścić sporo drobiazgów. Niestety nie zmieści się tam koło zapasowe, które w tej wersji zastępuje zestaw naprawczy (fix & go). Jeśli Jeep Renegade ma jakieś niewybaczalne wady, to właśnie jedna z nich.

Fotele są wygodne. Wersja LIMITED zaskoczyła mnie możliwościami regulacji. Otóż ta jest 6-stopniowa, ale aby podsunąć fotel do przodu, musiałem użyć mechanicznej dźwigni. Trochę archaiczne.

Jeep Renegade oferuje 4 wersje silnikowe – 2 benzynowe (1.6 E-TorQ o mocy 110 KM oraz 1.4 MultiAir II o mocy 170 KM), a także 2 diesle (1.6 MultiJet II o mocy 120 KM i 2.0 MultiJet II o mocy od 120 KM do 170 KM). W zależności od wersji mamy do wyboru następujące przekładnie: 5-biegowy manual, dwusprzęgłową DDCT i 9-biegowy automat. Nasz „Lorenzo Lamas” (fani seriali sensacyjnych, emitowanych przez Polsat w latach 90-tych, pewnie wiedzą skąd te określenie) był napędzany poprzez benzynową jednostkę 1.4 MultiAir II o mocy 170 KM. Za przełożenie odpowiadał 9-biegowy automat.

Ruszamy rekrucie!

Nadszedł długo oczekiwany moment, aby wcisnąć „Start” i bliżej poznać rezultaty amerykańsko-włoskiego romansu. Wyciągnąłem wnioski z poprzednich testów. Tym razem poświęciłem więcej czasu na nowinki. Dość szybko rozpracowałem system multimedialny Uconnect. 6,5 calowy ekran dotykowo, który służy do sterowania funkcjami, szybko reaguje na polecenia i jest dość intuicyjny. 6 głośników też gra przyjemnie dla ucha. Najbardziej spodobał mi się jednak wyświetlacz TFT (dostępny standardowo w wersjach LIMITED I TRAILHAWK). Poza liniami nadwozia to chyba najbardziej charakterystyczny amerykański akcent – duży 7-calowy ekran wkomponowany pomiędzy obrotomierz i prędkościomierz. Nawet bez okularów odczytasz jego wskazania.

No dobra, przestawiamy dźwignię na „Drive” i ruszamy. Muszę przyznać, że jak na niepozorny klocek Jeep Renegade nieźle przyśpiesza. 8,8 s do setki to dobry wynik. Auto dobrze się odnajduje w miejskim zgiełku. Widoczność może nie jest idealna, ale przynajmniej kierowca czuje się jak w prawdziwym aucie terenowym.

Zdecydowanie zachęcam do zamówienia kamery cofania. Warto dopłacić za wygodę parkowania. Polecam ten gadżet szczególnie wtedy, gdy użytkownikami pojazdu będą osoby mniej doświadczone za kierownicą.

Skoro już przy kierownicy jesteśmy, auto prowadzi się przyjemnie. Jeep Renegade nie jest może tak opływowy jak bliźniaczy model Fiata, ale mimo to radzi sobie z oporami powietrza.

9-biegowa przekładnia niezbyt płynnie przechodzi pomiędzy poszczególnymi przełożeniami. Przynajmniej dopóki olej w skrzyni się nie rozgrzeje. Wówczas wszystko działa jak należy. Czas wyjechać za miasto.

Naprzód marsz!

Kupując Jeepa, nawet tak małego jak Renegade, liczysz na to, że auto poradzi sobie w terenie.
Sęk w tym, że amerykańsko-włoski SUV nie posiada mechanicznej blokady mechanizmu różnicowego. Napęd 4×4 jest dostępny jedynie w testowanej przeze mnie wersji LIMITED oraz TRAILHAWK (przystosowanej do cięższego terenu).

Decydując się zatem na nieco uboższego „Renegata” musisz mieć na uwadze, że jego największym atutem na nieutwardzonych drogach będzie 18-centymetrowy prześwit. Taki wynik sprawia, że nawet spore krawężniki nie zrobią na nim wrażenia. Zapewne przepłyniesz im nawet przez zalany w skutek letnich opadów Białystok. Wyprawa w zapomniane zakamarki Biebrzańskiego Parku Narodowego nie jest jednak najlepszym pomysłem.

Producent postarał się, aby „Baby Jeep” chociaż w niewielkim stopniu nawiązywał do off-roadowych tradycji starszego rodzeństwa, dlatego wersje 4×4 posiadają system napędu Jeep Active Drive. Do dyspozycji mamy 4 tryby jazdy: AUTO (odłącza tylny napęd, aby zapewnić optymalne zużycie paliwa), SNOW, SAND, MUD. Testowana przez nas wersja dysponowała mocą 170 KM i 250 nM. Chociaż uturbiony silnik o pojemności 1.4 l słabo pasuje do stylistyki amerykańskiej marki, w lekkim terenie radzi sobie znakomicie. Brak mechanicznej blokady dryfu i standardowe ogumienie szosowe ograniczają jednak potencjał drzemiący w tym aucie.

Załatwimy wroga inteligentnie!

Jak na nowe auto przystało, nie mogło w nim zabraknąć zaawansowanych systemów wspomagających. Poza oklepanym VDC (czyli ESP, tylko pod inną nazwą) „Renegat” miał na pokładzie również ESC (elektroniczna stabilizacja toru jazdy), ERM (system zapobiegania dachowaniu), LANESENSE (układ ostrzegający przed opuszczeniem pasa ruchu).

Z wyposażenia dodatkowego testowana wersja LIMITED otrzymała system monitorujący strefę martwego pola w lusterkach i wykrywający obiekty przecinające drogę cofania, a także wspomnianą już kamerkę cofania ParkView. Asystenta zjazdu HDC, również dostępnego w tym SUV-ie, niestety nie miałem okazji przetestować.

Jeśli dodamy do tego 6 poduszek powietrznych i 5 gwiazdek w testach NCAP okazuje się, że Jeepa Renegade’a warto wziąć pod uwagę, przy poszukiwaniach własnych 4 kółek.

Zdaj raport szeregowy!

Baby Jeep” jest jak dobre kino akcji – cały czas pamiętasz najlepsze sceny, chociaż wiesz, że to tylko film. Jeep Renegade ma terenowe zacięcie, ale nigdy prawdziwą terenówką nie będzie. Śmiało jednak może cieszyć się mianem jednego z najbardziej uterenowionych SUV-ów. Dużo większe, droższe i ładniejsze auta konkurencji mogą mu pozazdrościć właściwości jezdnych. Jestem przekonany, że na ciężkich testach terenowych „Renegat” zostawiłby swoich kolegów z segmentu w tyle, w amerykańskim stylu pozdrawiając ich środkowym palcem.
To co daje również przewagę wnuczkowi Willysa to jego stylistyka. Napis „Since 1941” na desce rozdzielczej nie jest dziełem przypadku. W tym aucie faktycznie widać inspiracje czerpane z bardziej docenionych przez rynek krewnych.

Zastanawiam się tylko do kogo właściwie jest skierowane to auto? Z jednej strony możliwości personalizacji oraz dedykowana dla systemu Uconnect aplikacja mobilna Uconnect Live czyni z najmniejszego Jeepa propozycję dla indywidualistów oraz… hipsterów Z drugiej jestem przekonany, że każda głowa rodziny odnajdzie w tym samochodzie komfort i pewną dawkę emocji.

W każdym razie, dziadek Willys nie musi się wstydzić za wnuka. Jeep Renegade, chociaż dość niepozorny, ma w sobie coś z budowanej przez lata amerykańskiej legendy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *