pitbull. ostatni pies recenzja

Trudno jest wziąć na stół kilkukrotnie odgrzewanego przez innego kucharza kotleta i na bazie za mocno przysmażonego mięsa przyrządzić świeżutki frykas. Jedyna metoda na to, aby przywrócić takiemu daniu smak, to wyrzucenie go do śmieci i przygotowanie zupełnie na nowo. Najlepiej za pomocą własnego przepisu i dobrze znanym wszystkim przypraw. Tak też próbował zrobić Pasikowski z nowym „Pitbullem”. 

Jeśli coś zbyt długo udoskonalasz, to w końcu popsujesz. Vega popsuł swoje bodajże najpopularniejsze dzieło. Po dwóch pierwszych częściach „Pitbulla”, które wryły się na „tych lepszych stronach” polskiej kinematografii wyrazistymi i ostrymi literami, seria zbłądziła w ślepej uliczce. Pasikowski miał przywrócić perełce nadwiślańskiego kina akcji świetność.

Trzeba przyznać, że się stara. Na plan zaprosił tych, o których jego poprzednik ostatnimi czasy zapomniał. I tak mamy wielki comeback Despero, Metyla i Quantico (niegdyś Nielat). Gdzieś w kuluarach „pałacu” ponownie przewija się również ten sam, niezapomniany Barszczyk. Tym razem jego postać schodzi na drugi plan, ustępując pola prawdziwym glinom ze starej gwardii.

Też tęskniliście?

Dobra wiadomość jest taka, że Pasikowski wziął poprawkę na czas, który minął od ostatniego spotkania bohaterów. Z pewnością natrudził się trochę nad scenariuszem, aby ciąg zmiksowanych historii zachował spójności z wydarzeniami z poprzednich części. Niestety, momentami owa „spójność” prezentuje się niczym wyblakła koszula Metyla – daleko jej do skrojonych na miarę kreacji Gawrona.

Dobrze znani bohaterowie, rzuceni w wir zdarzeń nawiązujących do najgłośniejszych afer ostatnich lat, zdają się tracić swój legendarny blask. Dorociński w „Pitbullu” bardziej przypomina surowego kaprala Wydrę z „Obławy” niż dresowego Despero z pierwszych części policyjnej epopei. Metyl, niby już trzeźwy, za kołnierz dalej wylewać nie lubi, a Quantico nosi się z szykiem agenta FSB. Fajnie spotkać całą trójkę ponownie, ale trudno oprzeć się wrażeniu, że są trochę jak The Rolling Stones – czegoś im brakuje.

Ekskluzywny duet

Miłym zaskoczeniem jest umieszczenie w obsadzie Czarka Pazury. Wielu kinomaniaków czekało na ten powrót. Ja też. Nie zawiodłem się. Więcej na temat postaci Gawrona jednak nie zdradzę. O tym, że jest najlepiej ubranym facetem w całym filmie już wiecie. Tyle wystarczy. Nie lubię psuć niespodzianek, a tych u Pasikowskiego trochę się znalazło. Nowy „Pitbull” na pewno nie budziłby tylu emocji, gdyby nie główna rola kobieca. Umieszczenie Dody w obsadzie dla wielu było profanacją.

Dorota Rabczewska jest tą niespodzianką, którą mogę z czystym sumieniem zaspoilerować. „Królowa” rolą Miry sprzedała liścia wszystkim antyfanom. Rabczewska, chociaż nie staje po „dobrej stronie mocy”, od samego początku wzbudza sympatię.

Z charakterystycznym dla siebie seksapilem lawiruje pomiędzy dwoma skrajnie różnymi obliczami. Na ekranie widzimy chodzący okaz dobroci, który tak naprawdę nie cofnie się przed niczym dla osiągnięcia celu.

pitbull. ostatni pies recenzja

Nie samymi wielkimi rolami „Pitbull” Pasikowskiego stoi. Epizodyczni bohaterowie również dołożyli swoje cegiełki do charakterystycznego klimatu produkcji. Dziędziel, Zamachowski, Kiersznowski i Sulej odwalili kawał dobrej roboty, chociaż odgrywane przez nich postacie są raczej ozdobnikami fabuły. Na piątkę spisał się też Jacek Król w roli Kowala. Takich gangsterów potrzebuje polskie kino!

Strachowi mówimy dość!

To co odróżnia „Ostatniego psa” od ostatnich części, spapranych przez Vegę, to brak naprawdę dennych żartów. W całym filmie próżno szukać przygłupich tekstów w stylu Stracha. Reżyser zdaje się wręcz stronić od postaci skrajnych idiotów. Wręcz przeciwnie – za każdym z bohaterów skrywa jakąś historię.

Pasikowski, chociaż w swoim scenariuszu zmiksował z tuzin różnych wątków, stworzył w miarę spójny obraz. Jego wersja „Pitbulla” to nie streszczenie czterech odcinków serialu. Po wyjściu z kina nie zastanawiałem się ani przez chwilę, czy śladem poprzednich części i tym razem na większość pytań odpowiedź przyniesie rozszerzony o dodatkowe sceny materiał.

„Ostatni pies” pod tym względem zaspokaja apetyty. No, może poza wymownym milczeniem na temat kilku ważnych z historycznego punktu widzenia postaci.

Bardziej Miami Vice niż Praga

Vega zbudował legendę swojego dzieła na pokazaniu brudu i realizmu policyjnej służby. W najnowszej części temat ten został zaledwie lekko tycnięty, a funkcjonariusze zachowują się trochę jak amerykańscy stróże prawa.

Pasikowski postawił na schemat: „najpierw strzelaj, potem zadawaj pytania”. Niektórzy bohaterowie wymachują klamkami nie mniej brawurowo niż Mike Lowrey i Marcus Burnett. Trochę się to kłóci z rzeczywistością nadwiślańskich służb mundurowych.

pitbull. ostatni pies recenzja

Pitbull. Ostatni pies – recenzja

Pitbull. Ostatni pies” pod względem technicznym, fabularnym i aktorskim jest dobrą produkcją. W szkolnej skali ocen daje mu mocną 4 z dużym plusem. Do uczciwej 5 czegoś mi brakuje.

Niby Pasikowski poskładał wszystko do kupy i zrobił ambitny film, ale nie jest to do końca to, czego wielu widzów oczekiwało. „Ostatni pies” na pewno godnie zamyka całą serię, i miejmy nadzieję, że już nikt nie wpadnie na pomysł, aby jeszcze raz serwować nam tego kotleta. Zresztą, katalog rodzimych afer pod ewentualny scenariusz chyba się wyczerpał.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *