Podróżować przez Tajlandię można na wiele sposobów. Podczas dwutygodniowego pobytu przetestowaliśmy różne środki transportu na różnych dystansach. Zdradzimy Ci zatem, jak przemieszczać się w Krainie Uśmiechu, tak aby nie zbankrutować i dobrze się przy tym pobawić.

Najgorsze, co możesz w Tajlandii zrobić (oprócz niezabezpieczania się podczas przygodnego seksu 😉 ) to siedzieć cały czas w jednym miejscu. Za takie zachowanie powinni karać! Kraina Uśmiechu na każdym kroku czymś zaskakuje. Jest też dobrze rozwinięta pod względem infrastruktury. W kwestii komunikacji oferuje różne możliwości. Sprawdziliśmy wiele z nich. Na wszystkie niestety zabrakło czasu.

 

W pierwszej kolejności opowiemy, jak podróżować po Bangkoku. Najgorętsze miasto świata to zazwyczaj pierwszy punkt na mapie podróży. Po tajskiej stolicy możesz podróżować na wiele sposobów. Ta gigantyczna metropolia kieruje się dość przejrzystym systemem nazewnictwa ulic.

Zazwyczaj od głównej ulicy odchodzą boczne uliczki. Są to tzw. zaułki, czyli po tajsku „soi”. Każdy z nich ma swój numer. Odczytasz go standardowo z tabliczki na rogu.

Tak więc, jeśli Twój hostel jest zlokalizowany przy Rama VI Soi 3, a Ty właśnie błądzisz po Rama Road, to wiedz, że musisz szukać bocznej uliczki, oznaczonej numerem 3. Przed wyjściem na miasto weź wizytówkę z recepcji. Nawet nie wiesz, jak może ułatwić to szybki powrót z wyprawy. Wszystko jasne? To teraz opowiemy, czym podróżować po Tajlandii. Możliwości masz wiele.

 

Tuk-tuk – tajscy Janusze
Być w Tajlandii i nie przejechać się tuk-tukiem, to jak być w Rzymie i nie zobaczyć papieża 😉 Przejażdżka taksówką motocyklową może dostarczyć wielu emocji.

Nie korzystaj jednak zbyt często z tego środka lokomocji. Wbrew pozorom tuk-tuki w Bangkoku są droższe niż Uber czy taksówki.

Zapewne na każdym kroku kierowcy będą pytać Cię, czy nie potrzebujesz podwózki. Sęk w tym, że nie znają oni dość dobrze topografii tego wielkiego miasta. Co gorsze, wielu z członków tuk-tukowego klanu nie potrafi czytać map. Przed wyjazdem niestety o tym nie wiedzieliśmy. Przez pierwszych kilka dni po przyjeździe do Bangkoku myśleliśmy, że pokazywanie kierowcom Map Google jasno zobrazuje im cel naszej podróży. Myliliśmy się. I koniecznie zapamiętaj – cenę kursu dogadaj wcześniej.

 

Taxi – thai green and yellow cabs

Dwukolorowe Toyoty Corolle Altis są stałą częścią krajobrazu tajskich miast.

Jeśli wylądujesz w Bangkoku, dostrzeżesz je zaraz po wyjściu z lotniska. Później się do nich przyzwyczaisz, gdyż tajscy „sałaciarze” (podobnie jak kierowcy tuk-tuków) nieustannie krążą po ulicach wypatrując turystów.

Taksówki w Bangkoku mają automatyczne skrzynie biegów i klimatyzacje. Stan techniczny pojazdów miło zaskakuje. Kierowcy posiadają taksometry, ale nie lubią i nie chcą ich używać. Najlepiej na samym początku kursu umówić się na konkretną stawkę. Negocjuj, ale nie przesadzaj. Zawsze idzie się dogadać.

 

Uber – gdzie jest Wally?

Uber w Tajlandii działa całkiem dobrze. Jest tylko jeden problem. Musisz w tym chaosie odnaleźć auto, które zamawiasz za pomocą apki. Uwierz nam, że nie jest o łatwe.

Kiedy już Ci się to uda, możesz rozkoszować się wygodną podróżą, bezgotówkowym rozliczeniem przejazdu i uczciwością kierowcy. Samochody są naprawdę fajne. W Bangkoku jeździliśmy Hondą Jazz, w Chiang Mai pick-upem Forda. Do tego ten środek lokomocji wychodzi taniej niż tuk-tuk czy taksówka.

 

Grab Taxi – prawie jak Uber

Przyznamy, że nie udało nam się podróżować z użyciem aplikacji Grab. Upraszczając – system działa na podobnych zasadach jak Uber. Znajomy, który miał okazję korzystać z tego środka lokomocji, bardzo go sobie chwalił. Podobno bije na głowę nawet wspomnianego Ubera.

 

Red trucks – transport zbiorowy

Na przedmieściach Bangkoku, jak i w innych miastach za środek transportu zbiorowego służą pick-upy z dwoma rzędami ławek na skrzyni ładunkowej.

Najczęściej na Red trucki adaptowane są samochody Isuzu D-Max. W mniejszych miastach nie musisz ich szukać. To kierowcy znajdą Ciebie.

Gdy tylko na horyzoncie ukaże się farang, driver od razu naciska klakson, aby zwrócić na siebie uwagę. Chcesz z nim jechać? Machasz ręką (tylko jak zatrąbi! Nigdy wcześniej!), wskakujesz na pakę i mkniesz do celu.

Jak wiesz już, że zbliżasz się do zamierzonego przystanku, naciskasz przycisk informujący, że chcesz wysiąść. Na do widzenia wręczasz kierowcy 20 bathów i dziękujesz szerokim uśmiechem.

Na dworcu w Pattaya, razem z grupa innych turystów, daliśmy się nabrać i zapłaciliśmy kierowcy po 100 bathów od głowy za transport do hotelu. Niestety, nie unikniesz sytuacji, w których zdarzy Ci się przepłacić. Musisz to wkalkulować w koszty podróży 😉

 

Skuter – prawie jak Easy Rider

Wiesz co? W Polsce ze świecą szukać takich maszynek! W Tajlandii praktycznie wszystkie skutery to modele japońskich producentów. W dodatku nikt nie jeździ tam maszynami o pojemności mniejszej niż 125 cm³. Tylko w Bangkoku i Pattaya nie wypożyczyliśmy jednośladu. W każdym innym mieście bazowaliśmy głównie na tym środku transportu. Jeśli kiedykolwiek jeździłeś/aś motocyklem lub skuterem nie zastanawiaj się ani chwili. Podbijaj do najbliższej wypożyczalni i zamów zestaw skuter+kask (kask!).

Cena za dzień wypożyczenia to ok. 100 bathów. Oczywiście musisz zwrócić maszynę z pełnym bakiem, ale przy tajskich cenach paliwa to nie problem. W Polsce nie jeździłem motocyklem ani skuterem przez ostatnie 10 lat. Wizyta w Tajlandii zmusiła mnie do tego, abym przypomniał sobie techniki jazdy, w dodatku z pasażerem. Poszło gładko. Znam też takich, którzy na tajskich drogach jeździli skuterem po raz pierwszy w życiu i dali radę. Mimo początkowych obaw przed samodzielną jazdą po Tajlandii, dziś uważam to za najtańszą z atrakcji.

Paradoksalnie na etapie przygotowań zupełnie pominęliśmy tajskie skutery. Przełomowe okazało się wirtualne zameldowanie w Chiang Mai. Serdeczny kolega (pozdro Piotr Morko), widząc mój check-in na Facebooku, poradził wynajem skutera. Sam testował wcześniej ten środek transportu, więc nie postało nam nic innego, jak zaufać jego słowom.

Na skuterze masz tylko dwóch wrogów – brak pokory i policję. I jedna i druga może Cię uderzyć po kieszeni.

Pierwsza zasada brzmi: nie szarżuj na ulicach i drogach. Druga: jak już wpadniesz na punkt kontrolny, zapłać mandat bez gadania. Nie spieraj się, nie dyskutuj, nie żądaj pokwitowania tylko daj temu funkcjonariuszowi te pieprzone 1000 bathów! No chyba, że chcesz, aby podczas rewizji znalazł w Twoim skuterze koks.

 

Autobusy – tajski PKS
Skorzystaliśmy z przejazdu autobusem na trasie Bangkok – Pattaya i z powrotem. Trafiliśmy na starego, ale zadbanego Mercedesa. Klimatyzacja działała w nim aż zbyt dobrze. Pokonaliśmy tajskim PKS-em ponad 400 km i nie możemy powiedzieć nań złego słowa. Może Tajowie nie mają taboru na miarę Polskiego Busa, ale mimo to standard obsługi pasażerów trzyma wysoki poziom.

 

Poza horyzont – tajskie linie lotnicze
Aby oszczędzić czas, zdecydowaliśmy się na podróżowanie tanimi liniami. Odległości były spore. Uwierzcie – Tajlandia to ogromny kraj. Przemieszczenie się z Bangkoku do Chiang Mai, a następnie na wyspę Phuket pochłania trochę czasu, nawet samolotem. Traf chciał, że tajskie niebo przemierzaliśmy liniami Nok Air i Thai Smile. Obydwie niczym nie ustępują naszym europejskim przewoźnikom. Śmiało zatem rezerwuj bilet i nie grymaś.

To byłoby na tyle. Mamy nadzieję, że nasze wspomnienia zawarte w tym wpisie chociaż trochę wyjaśniły Ci, jak podróżować po Tajlandii. Siedzenie w jednym miejscu nie ma sensu. Warto odpowiednio wcześniej pomyśleć o środkach lokomocji. Ile czasu byś nie spędził/a w Karinie Uśmiechu, to i tak będzie to zbyt krótko. Nie pozwól sobie na marnotrawstwo pięknych chwil. Ogarnij swój plan i transport jeszcze przed wyjazdem. Nie planuj wszystkiego na sztywno, ale przemyśl wcześniej, gdzie i jak będziesz podróżował/a. 😀

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *