Pojawienie się nowego członka rodziny wywraca życie do góry nogami. Rewolucja nie pomija żadnej ze sfer – tej motoryzacyjnej również. W końcu teraz masz na pokładzie dodatkowego pasażera. Narodziny córki zmieniły moje podeście do testowanych aut. Jednym z pierwszych, na które rzuciłem ojcowskim już okiem był Hyundai Tucson N Line. Dzięki Nord Auto Hyundai miałem okazję sprawdzić, jak usportowiona wersja popularnego SUV-a sprawdzi się podczas rodzinnego wypadu z bąbelkiem na pokładzie.

Hyundai Tucson N Line – kurde, lubię go!

O Tucsonie pisałem kilkukrotnie. Lubię tego SUV-a. Trudno go zresztą nie lubić. Fajny wygląd, dobre wyposażenie i… kilka ułatwień, które pokocha każdy z rodziców. Pominę kwestię designu, bo wielokrotnie go zachwalałem. Mimo upływu czasu uważam, że słusznie.

O wrażeniach z jazdy napisałem już całkiem sporo. Były to jednak nieco inne przejażdżki, aniżeli te, które odbywam teraz. Zainteresowanych odsyłam do moich wcześniejszych tekstów „Hyundai Tucson – wyprawa do serca Puszczy” oraz „Hyundai Tucson – apetyt na przygodę”.

Hyundai Tucson N Line

Od tamtych spotkań z Tucsonem trochę minęło. W międzyczasie model przeszedł facelifting. Dopiero jakiś czas po nim pojawiła się wersja z emblematem N Line.

Od razu zaznaczam – ten SUV nie jest samochodem wyjętym z toru i rzuconym w ruch uliczny. Dla amatorów naprawdę ostrej jazdy polecam Hyundai i30N.

Tucson z eNka na klapie dostał zmienione zawieszenie, inny układ kierowniczy i kilka dodatków.

Pakiet upiększający nie czyni go jednak wyczynową wersją „zwykłego” kuzyna (skądinąd bardzo popularnego też na naszych drogach). Co zatem sprawia, że Tucson N Line jest warty uwagi?

Hyundai Tucson N Line

Hyundai Tucson N Line – więcej agresji

Od „standardowego Tucsona”, wersję N-Line odróżniają agresywniejsze zderzaki i ciemny grill z siatkowym wypełnieniem. Różnice w prześwicie są ledwo zauważalne.

19-calowe obręcze, chociaż czarne, przyciągają wzrok z daleka. Resztę efektu robią subtelne dodatki – błyszczące obudowy lusterek, spojler, wkłady przednich reflektorów i ramki szyb.

Sportowe inspiracje zdradzają czerwone przeszycia na fotelach, aluminiowe nakładki na pedały i wszechobecne emblematy N Line.

Hyundai Tucson N Line – nie tylko gadżety

Magia N Line tkwi w zawieszeniu i układzie kierowniczym. Sztywność tylnych sprężyn została zwiększona o 5% a przednich o 8%. Wspomaganie układu kierowniczego wzbogaciło się o nowe oprogramowanie.

Wszystko po to, aby zwiększyć wrażenia z jazdy. Krytycy zapewne w tym momencie parskną śmiechem, bo pod maską znajdziemy dwie dobrze znane jednostki – benzynowe 1.6 T-GDI o mocy 177 KM lub diesla o mocy 185 KM. Oczywiście mogło być lepiej, ale 177 KM w połączeniu z 7-biegowym automatem sprawia, że podróż tym SUV-em staje się całkiem… dynamiczna.

Hyundai Tucson N Line

Na brak mocy przy wyprzedzaniu nie narzekałem. Pedał reagował ochoczo na każde dociśnięcie, a dwusprzęgłowa przekładnia DCT zdobyła moje serce. Czy auto faktycznie ma lepsze właściwości jezdne od grzecznego krewniaka? Przyznam, że ciężko mi się do tego odnieść. Dawno żeśmy się nie widzieli. W każdym razie na wyboistych asfaltach Narewki N Line prowadził się jak po sznurku.

Wyżeł położony środek ciężkości sprawia, że Tucson, jak każde auto z tego segmentu, do najmiększych nie należy. W końcu pełne rozwinięcie terminu SUV to Sport Utility Vehicle… W motoryzacyjnym słowniku „sport” w większości przypadków można używać zamiennie z przymiotnikiem „twardy”.

Nie ma zatem mowy o miękkości klasycznego kombi, ale coś za coś. Większy prześwit i napęd na wszystkie koła wynagradzają wszelkie niedogodności.

Hyundai Tucson N Line

Hyundai Tucson N Line – rodzinnie

Miało być o rodzinnych wojażach w czasie wakacji, więc kwestie sprawdzania systemu HTRAC na piasku czy mierzenie decybeli systemu audio Krell muszę pominąć. Przejdźmy do szczegółów.

Bezpieczeństwo

Dopiero perspektywa posiadania dziecka sprawia, że statystyczny facet zadaje sobie pytanie: Jak zamontować fotelik? System Isofix już od lat stanowi integralną część każdego samochodu. Gdyby ktoś nie wiedział, na Isofix składają się dwa proste zaczepy.

Znajdziesz je pomiędzy siedziskiem a oparciem fotela lub kanapy. Ich fenomen polega na tym, że są przymocowane bezpośrednio do nadwozia. Do tych właśnie zaczepów wpinasz fotelik.

W Tucsonie wpięcie bazy pod fotelik dla niemowlaka zajmuje mniej niż 5 sekund. Koreańczycy dobrze przemyśleli temat i zaczepy są umieszczone w siedzisku. Przykrywają je w miarę estetyczne klapki. Miałem okazję walczyć z Isofixem w autach, w których nie pomyślano o ergonomii tego rozwiązania, a to naprawdę istotne.

Kolejna kwestia, która tyczy się w sumie każdego SUV-a, to wysokość auta. Wyższy prześwit wiąże się z tym, że kanapa również znajduje się wyżej. Montaż fotelika z mały pasażerem nie obciąża wówczas pleców tak bardzo.

Niestety, tylko nieco doświadczeni rodzice rozumieją teraz, co dokładnie auto ma na myśli…

Hyundai Tucson N Line

Sam Isofix nie uspokaja mnie tak bardzo, jak 5 gwiazdek NCAP i filmiki z testu łosia. Tucson nieźle się na nich spisuje. Życzę każdemu, aby nigdy nie musiał weryfikować prawdziwości owych gwiazdek czy mierzyć się z prawdziwym łosiem. Dobrze jednak jeździ się ze świadomością bezpieczeństwa konstrukcji.

Osłony foteli

Co robią dzieciaki, kiedy im się nudzi w czasie podróży? Psocą. Zapięty w foteliku urwis nie ma zbyt wielu opcji do działania, dlatego prawdopodobnie będzie kopał w to, co ma przed sobą.

Na szczęście w Tucsonie fotel kierowcy i pasażera ma plastikową osłonę z tyłu. Dzieci mogą ocierać się o niego butami i kopać do woli. Plastik to nie tapicerka – można go śmiało brudzić, bo łatwo się go doczyści. Szczególnie podczas jesiennej słoty i zimowej pluchy docenia się takie proste udogodnienia.

Hyundai Tucson N Line

Bagażnik

Nie lubię aut typu kombi. Chyba wolałbym już jeździć samochodem osobowo-dostawczym, niż kombi. Oczywiście modele pokroju Audi RS4 nie zaliczamy do tej klasy, bo to jak wystawianie Messiego w okręgówce. Z racji bagażnika kombiaki cieszą się jednak sporą popularnością pośród rodzin. Na szczęście po świecie jeżdżą jeszcze SUV-y. Właśnie takie jak Tucson.

Niski próg , podwójna podłoga czy możliwość błyskawicznego złożenia kanapy mocno upraszczają wszelkie załadunki. W standardzie pojemność „kufra” wynosi 513 litrów. Po złożeniu siedziska mamy już 1503 litry. Podróżując z dzieckiem możliwa do wykorzystania jest jedynie pierwsza opcja. Wózek i część podręcznych gratów zmieściła się bez problemu.

Do tego tego haczyki na gumki. Mam wrażenie, że jest ich wystarczająco, aby móc unieruchomić zawartość bagażnika na wszelkie możliwe sposoby.

Hyundai Tucson N Line

Nagłośnienie

Podróżując z dzieckiem raczej nie odpalimy na cały regulator Cypisa czy Malika Montany. Dobre audio to jednak może być jednak wybawieniem od trudów podróży.

System Krell to bez wątpienia dobra półka. Niestety posiadający długoletnią tradycję Krell nie jest marką znaną, jak np. Bose. Być może europejska ekspansja Hyundaia to zmieni, bo brzmienie wylewające się z głośników robi robotę.

Moja córka jeszcze nie weszła na ten etap, ale oczami wyobraźni widzę nas śpiewających razem „Hakuna matata” lub z zaciekawieniem słuchających audiobooka z Kicą Kocią.

Widoczność

Już od pierwszego kontaktu z Tucsonem, polubiłem go za pozycję kierowcy. Mam nieco ponad 180 cm wzrostu, a mimo to moją głowę od podsufitki dzieli spora odległość. To akurat dobra wiadomość dla jeszcze wyższych. W użyczonej mi wersji znalazł się też dach panoramiczny, czyli coś, co dzieciaki uwielbiają. W końcu mogą wygodnie łapać promienie słońca.

Hyundai Tucson N Line

A co się dzieje, kiedy zapada zmrok? Ciemność z gracją mieczy świetlnych tną Bi-LED-y oraz inteligentne światła drogowe. O zaletach czujników parkowania i kamerze cofania opowiadał już nie będę. Łatwo się do nich przyzwyczaić… Zaryzykuje, że wręcz uzależniają i trudno się bez nich później jeździ.

Każde z tych udogodnień przekłada się mniej lub bardziej na komfort i bezpieczeństwo, a w pewnym momencie życia na motoryzację patrzymy właśnie przez nie.

Hyundai Tucson N Line – do mety

Hyundai Tucson N Line to nieco podrasowana wizualnie wersja dobrze wszystkim znanego Tucsona. Jak zaznaczyłem wcześniej – to nie Audi RS4. Kultowy SUV Hyundaia jest rozwiązaniem skierowanym do zwykłych śmiertelników, którzy szukają nowego auta na co dzień. Dodatki N Line dodają mu sportowego uroku, nie odbierając nic z dobrej funkcjonalności. Warto się mu przyjrzeć bliżej, bo to kolejny ciekawy projekt ze stajni Hyundaia. Może nie tak nietuzinkowy, jak niegdyś Veloster N czy Genesis, ale za to powszechnie dostępny. Do tego w całkiem niezłej cenie.

Nie pozostaje mi nic innego, jak zaprosić zainteresowanych do Nord Auto Hyundai przy Alei Jana Pawła II 85 w Białymstoku. Jazda testowa wiele wyjaśni.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *